Trasa była niesamowita, góry Dynarskie, zatoki, piękne widoki. Mijaliśmy skrzyżowanie na wyspę Krk, potem zaczęła się autostrada, nowiutka, równiutka, szeroka. Nagle zrobiła się mgła, po lewej i po prawej stronie było widać zeschnięte krzewy, pokryte pajęczynami, wyglądało to jak scena z dobrego horrou. Tunel, następny tunel, i następny, ale już taki 5 kilometrowy, Przy autostradzie, co jakiś czas są tablice z temperaturą powietrza, przed tunelem temperatura pokazywała około 24 stopni, o godzinie dziewiątej, 5 kilometrów dalej za tunelem, tablica wskazywała już 31 stopni, mgła już zeszła, okazało się, że wjechaliśmy w zupełnie inny klimat przejeżdżając tunelem pod górami. Krajobraz wyglądał jak pustynia, tylko, że kamienista, a na środku prosta autostrada, zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej rozciągnąć kości, a dziewczyny chciały się wykapać, było bardzo ciepło, wręcz gorąco.

Chorwacja

Skradin.

Ok jedziemy dalej, jako, że po drodze, mamy małe miasteczko Skradin, gdzie znajduje się jedno w wejść do Parku Narodowego Krka. Jest to młody park, bo założony w 1985 roku w środkowym i dolnym brzegu rzeki Krka, Na terenie parku rzeka tworzy wodospady, kaskady oraz bystrzyny. W centralnej części parku znajduje się Jezioro Visovac, na wyspie, pośrodku, którego znajduje się klasztor Franciszkanów założony w 1445 roku. Zatrzymaliśmy się na parkingu, przeszliśmy miasteczko, wyglądające bardzo dziwnie jak na nasze realia, stare kamienice, podobne do tych z Wenecji, nie tylko stare, ale i rozwalone, niektóre budynki opuszczone, w ogrodach rosły granaty, a na drodze stało parę opuszczonych i rozwalonych samochodów przykrytych brudnym starym płótnem. Przechodząc jedną ulicą wśród kamienic niczym w Call of Duty, gdzie nie gdzie można było zobaczyć otwartą knajpkę a w niej mieszkańców miasta pijących piwo, wino. Czy dobrze trafiliśmy? Chyba tak, zobaczymy, co będzie dalej. Nagle ujawnia nam się mini centrum miasta, poczta, sklep i piekarnia, troszkę dalej port gdzie stały piękne jachty, wśród nich było parę z flagą Polski, niedaleko od portu stał piękny i nowoczesny budynek, odróżniał się znacząco od pozostałości, to było biuro turystyczne, tak zakupiliśmy bilety, do parku. Trzeba było wejść na statek, który pływał pomiędzy Skradinem, a P.N. Krka. Czekając na statek poznaliśmy rodzinkę z Polski, zabawni ludzie, a zwłaszcza głowa rodziny, było widać, że jest dość szalony po jego opowieściach. Mówił nam, że są organizowane specjalne wycieczki statkiem po większości Chorwackich wysp. Wsiadasz do statku zwiedzasz jedne z większych wysp przez cały dzień, a pod wieczór, dzielą się winem i tamtejszą Rakija – taka domowej roboty śliwowica, czyli pijesz do woli, za małe pieniądze. Człowiek, który nam to opowiadał dodał, że przy wysiadaniu ze statku w porcie, był tak napojony alkoholem, że wpadł do Adriatyku, śmiejąc się. Generalnie było wesoło. Statek przypłynął, okazało się, że statek jest za darmo, biletów w ogóle nie sprawdzali, ale już przy wejściu do parku bilety były sprawdzane.

Skradlin, Chorwacja
Park Narodowy Krka
Park Narodowy Krka

Park Narodowy Krka

Znowu statek, śmiejemy się z Mariuszem, znowu to samo, co w Wenecji. Widoki było cudowne, rzeka wokół góry i most autostradowy bardzo wysoko nad nami. Po wyjściu ze statku, trafiliśmy na malutkie jeziorko, do którego wpadał olbrzymi wodospad, Bardzo fajna opcja, ze w jeziorku można było się kapać. Chcieliśmy zobaczyć, co tam jeszcze ciekawego jest do zwiedzania. Obok wodospadu była ścieżka zmierzająca, ku górze gdzie rozpoczynał się wodospad, tam też zmierzyliśmy, obserwując wodospad z bliska. Na górze były liczne stragany, z kobietami sprzedającymi wino i rakije własnej roboty, częstując i namawiając każdemu, kto przechodził. Rakija naprawdę mocna mówiła, że ma około 80 % coś w stylu tego, co piliśmy kiedyś na Słowacji: Tatrzański Czaj. Troszkę dalej, pełno małych rzek i wodospadzików oraz stare kamienne chaty, młynki do robienia mąki oraz wkoło pełno zieleni. Było po prostu pięknie nie do opisania. Czas zejść z powrotem na dół, przez zaczepiające kobiety „Przyjdź tu, smakuj, kup!” No to, co robimy? Oczywiście czas wskoczyć do orzeźwiającej wody, w taki upał, jaki tam panował to było po prostu marzenie, przepłynąć kawałek, porobić zdjęcia i dalej w drogę. Spędziliśmy tam parę chwil, następnie znowu statek i przejście przez dziwne, wyglądające na opuszczone miasteczko, a podobno mieszka tam około 3 tyś osób.

Skradlin, Chorwacja

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subskrybować  
Powiadom o