Czas, ruszyć dalej w drogę. Kierunek Pula w Chorwacji, gdzie znajduje się rzymski amfiteatr. Trochę nie było nam po drodze, ale skoro już jesteśmy tak daleko no to, czemu by nie? Wyjechaliśmy z Włoch, następnie kawałek Słowenii dosłownie 15 minut trasy i nagle przejście graniczne z Chorwacja, pierwsza kontrola. Troszkę zestresowani, bo to pierwsza nasza taka kontrola, co powiedzą na zapakowane auto bagażami, wszystko rozpakowywać, a co powiedzą na dużą ilość coca-coli waniliowej i waniliowego napoju w proszku, mało tego, ja nie miałem paszportu, a Sylwia w ogóle go nie posiadała, a na dodatek ważność jej dowodu osobistego kończył się za 4 dni – taki mały szczegół, którym nie pomyśleliśmy, Do Chorwacji ponoć można wjechać właśnie na dowody osobiste, pomimo, że nie jest u Unii Europejskiej, ale jest podpisany jakiś pakt, pozwalający na to. Co prawda łamie on prawo Unii i prawo Polskie, no, ale cóż jest jak jest. Pierwsza bramka pokazaliśmy dowody – jechać uradowani, że się udało! Ale za 500 metrów kolejna bramka, już ta Chorwacja – najwyżej się wrócimy i poszukamy jakiegoś innego przejścia granicznego w końcu się musi udać, my łatwo się nie poddamy. Kontrola – „Adin, dowód za 4 dni nie ważny, na ile wy tu będziecie?” –My tylko na dwa dni, do Puli i na Węgry. –”Można jechat” – Uradowani! Witamy w Chorwacji! Nareszcie inny świat, bez Unii Europejskiej i „Oiro”. Od razu jakoś inny klimat, jakoś inaczej się czuliśmy było już zupełnie to zupełnie coś innego. A o powrocie na nieważnym już dowodzie osobistym pomyślimy później. Autostrada się zaczęła, po prostu bajka. Po 150 km zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej i ucięliśmy sobie malutką 5 godzinna drzemkę w samochodzie.. Zostało nam tylko jakieś 20 km do Puli na Istrii – półwysep w Chorwacji.

Pula, Chorwacja

Amfiteatr, Pula.

Pobudka o godzinie czwartej, czas coś zjeść i wyruszyć dalej w drogę w zasadzie zostało nam paręnaście minut drogi do Puli, zobaczyć amfiteatr. Dotarliśmy do celu, okrążyliśmy samochodem 2 razy amfiteatr w samym centrum miasta, infrastruktura była tam strasznie chaotyczna, zresztą jak w całej Chorwacji, oprócz autostrad. W końcu się zatrzymaliśmy, jako była godzina piąta, wszystko było jeszcze pozamykane, a amfiteatr był remoncie, na ławice siedziała tylko grupa nastolatków. Wyszliśmy z auta, popatrzeliśmy sobie na zabytek z bliska porobiliśmy parę zdjęć, był pięknie oświetlony, ale nie ma sensu czekać, aż zrobi się jaśniej i więcej ludzi będzie przechodzić przez miasto, więc wyruszyliśmy dalej, tzn., w zasadzie wrócić musieliśmy około 100 km autostradą, a następnie kierunek, Trogir.

Chorwacja

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subskrybować  
Powiadom o