W nocy 4 września, wyruszyliśmy 3 osobowa ekipą podbić wchód Europy. Niestety tylko 3 osoby, zbyt późno podałem informacje o wyjeździe. Większość osób miała zaplanowane już wakacje, albo po prostu strach przed wchodem. Zawsze podróżowaliśmy na zachód, tym razem chcieliśmy poczuć dzikość natury.. Jako pierwszy taki wyjazd zasmakowania między innymi Ukrainy czy Rumunii. Dość nietypowe kraje dały nam wiele wrażeń oraz zaskoczenia w pozytywnym kierunku, do których na pewno szybko wrócimy. Zachęcam was do odwiedzenia koniecznie tych krajów. Tym czasem zachęcam do obejrzenia naszych miłych wspomnień z wakacji 2013.
Na początek małe podsumowanie naszej trasy :

 

  • Data Rozpoczęcia : 4.09.2013
  • Koszta : Paliwo 100€, Noclegi : 85€, Opłaty drogowe – 20€, Zabawa, zwiedzanie i Jedzenie : 125€ / na osobe. To szacunkowe koszta. SUMA : 380€/os. ze wszystkim. Biuro Podróży : 450€ za pobyt tydzień w Bułgarii w Hotelu*** z przelotem.
  • Dni : 11
  • Przebyta droga : 3 800 km
  • Przebyte Państwa :
  1. Słowacja – tylko przejazdem
  2. Węgry – Budapeszt (Stolica)
  3. Serbia – Belgrad (samochodem), Nis (Nocleg)
  4. Bułgaria – Sofia (Stolica), Słoneczny Brzeg, Nessebar, Burgas,
  5. Rumunia – Brasov, Bran, Rasnov, Sighisoara, Medias, Sibiu, Cluj-Napoca
  6. Ukraina – Lwów
  7. Polska – Chorzów (podkarpackie)
 
Wyruszyliśmy około 2 w nocy w nasza podróż. O godzinie 3 w Bielsku zabieramy „stopowiczów”, już wcześniej ugadaliśmy się na serwisie blablacar.pl, chcą dotrzeć do Budapesztu i tam spędzić parę dni. My niestety tylko na jeden dzień, brak czasu jak zwykle i chęć jak najszybszego dotarcia do celu by tylko odpocząć od codziennych obowiązków i pracy..
Wybraliśmy trase najbardziej rozsądną jeśli chodzi o podróż w nocy.PL -Chorzów > Bielsko-Biała > Zwardoń > SK – Zilina > Zvolen > Sahy > HU – Vac > Budapeszt. 5 godzin jazdy 450 km. Na spokojnie bez pośpiechu, na miejscu byliśmy około godziny 7-8 i zwiedzaliśmy Budapeszt.
Parlament w Budapeszcie..
 
Granica Węgiersko Serbska to tylko formalność.. Prawie nawet nam dokumentów nie sprawdzili wręcz musiałem się upomnieć o pieczątkę na pamiątkę… Witamy w świecie innych liter ;)Większość tych znaków było przetłumaczone na łaciński alfabet plus GPS – daliśmy rade ?
Jeszcze chwilowy postój.. Przed Belgradem..
Serbska Policja..
Belgrad – Pamiątka…
No to czas pozwiedzać Belgrad niestety zza okna samochodu.. Czas nas trochę naglił..
Tyle zapłaciliśmy za pełny bak paliwa
No to czas wyruszyć dalej… Pozostaje nam do Nis – gdzie planowaliśmy postój na stacji benzynowej oraz jakiś posiłek – Za nami już 820 km a do Nis pozostaje nam tylko 210 km.
Nasz nocleg.. My Polacy wśród Niemców.. Dwa z lewej i dwa z prawej.. Ci to nawet rozkładali koce na parkingu i spali obok auta.. Mieli oczywiście cały zestaw nawet butle gazową.. MY zjedliśmy coś ciepłego na stacji. Krótki nocleg i o godzinie 5 wyruszamy dalej.. Kierunek Sofia.. 150 km.
Piękne poranne widoki już w Bułgarii. W Serbii polecam przejechać trasę Nis – Granica Bułgarska w dzień.. Coś pięknego, niesamowitego.. Tunele jazda w górach. Niestety było za ciemno by robić zdjęcia. A tu wschód słońca. Przekroczenie granicy Serbsko-Bułgarskiej, bez żadnych problemów. nawet nie 2 minuty. Oczywiście musieliśmy kupić winietę Bułgarską (5€).
No i witamy w Sofii – Europa wschodnia pełną parą jak z filmu EuroTrip.. Jeszcze tylko do Lidla po parówki i bułki..
Sofia – Stolica Bułgarii. No to zwiedzamy..
Przejście podziemne.. Jakieś znalezisko? Tym razem wybraliśmy się bez jakich kolwiek przewodników i map.. Czyli robimy zdjęcia wszystkiego a potem dowiadujemy się co to było.
Trafiliśmy na manifest przeciwko rządowi Bułgarskiego. Dzień wcześniej podobno były tutaj niezłe zadymy..
Wóz transmisyjny Publicznej Telewizji Bułgarskiej oraz stado Policji na tle Katedry Aleksandra Newskiego.
..Tak ten autobus to autobus Policyjny.. Pełno Policji.
Czas wyruszyć dalej chcemy do Hotelu dojechać przed godzina 17 mamy przed sobą 380 km.. Ale autostrada była tak piękna i wszyscy zasuwali a my za nimi.. Średnia prędkość to około 180 km więc dojechaliśmy na miejsce przed 16.
No i dojeżdżamy do Słonecznego Brzegu.. Czas na odpoczynek i relaks.
Meldujemy się w Hotelu.. i przez 7 dni czas odpoczywać..
Nessebar – Piękna wioska, naprawdę robi duże wrażenie i ma swój klimat.
NRŚL GANG ? Niebiescy są wszędzie ?
No i powracamy do Słonecznego Brzegu ?
Czas wyruszyć w drogę, około godziny 5 wyruszamy.. Tak by zdążyć jeszcze na ostatni wchód słońca w Bułgarii, w ten sposób chcemy pożegnać się z wakacjami i odpoczynkiem. Słońce wstaje około godziny 7. Czasu Bułgarskiego. Dojeżdżamy akurat do Obzor w godzinach 6.30 i czekamy aż słońce wstanie i ruszamy dalej.
Przejeżdżamy Varne tam robimy małe zakupy i ruszamy dalej, przekraczamy granice Bułgarsko-Rumuńską no i witamy w całkowicie innym świecie. Każdy żyje po swojemu, każdy ma swój świat.. Pełno psów i dziwnych pojazdów.. Południe Rumunii to naprawdę biedota…
Dotarliśmy na miejsce, zimno… zupełnie inny klimat.. Klimat górski. Czas zwiedzać Zamek Drakuli.. Wstęp to 25 leji czyli 25 zł. Trochę sobie liczą. Rumunia nie należy to tanich krajów. Ceny jak w Polsce albo nawet i drożej. By za Polskie zepsute, śmierdzące parówki z Lidla dać 14 zł ? u nas po 7 a w Bułgarii 10 dla porównania.
Rumuńskie plastikowe pieniądze. Nie do zniszczenia ? Odporne na wodę. Takie pieniądze mają tylko 2 kraje na świecie: Kanada oraz właśnie Rumunia. to jest akurat 1 Lej czyli 1 zł ? To tak jak by 1 zł była w papierku. Idealnie.. Portfel lżejszy nawet w dobie kart kredytowych.
Mistrz parkowania. Przy tym wyjeździe miałem szczęście dość często do takiego parkowania. A to już Brasov Czas pozwiedzać to miasto. Dodam, że Rasnov leży w Transylwanii, jest to najbogatsza kraina w Rumunii. Zupełnie inny świat jak ten który widzieliśmy parę godzin temu (Południe Rumunii, Bukareszt)
W Brasov trwa przygotowywanie sceny oraz moc głośników na MTV Romania Music Awards 2013 – niestety na samej imprezie nie mogliśmy zostać, zbyt mało czasu.
W Rasnov nasz nocleg (25€ za 3 osoby). Przyjazdy dom, trochę zmarzłem w nocy, a szczekające psy nie dały spać. Ale ważne że wygodne łóżko. Z samego rana wyruszamy dalej w drogę. Przed nami jeszcze wiele wrażeń.
Po wyjściu z domu, zaskakuje nas taki widok, zamek w Rasnov, mam wrażenie, że tych zamków jest więcej jak przysłowiowych psów.. Akurat w tym wypadku tych psów jest jak psów…
Jak mam być szczery, w Rumunii całkowicie pomyliły mi się miejsca… gdzie jestem.. O ile dobrze pamiętam jest to Sighisoara – miasto gdzie urodził się Drakula.
Średniowiecze mury, otaczają świątynie.
Coś niesamowitego, te budowle a konkretnie kościół pochodzi z czasów średniowiecza. Idealne miejsca na kręcenie filmów z tego czasu to właśnie Rumunia!
Wejście na wzgórze gdzie znajduje się kościół wejście pochodzi gdzieś z 1300 roku.
Więc tak to jest Sibiu ; )
W końcu autostrada! Cluj Napoca!
Przez całą przeprawie zastanawialiśmy się gdzie są Ci wszyscy bogacze w Rumunii, gdzie robią zakupy i gdzie spędzają swój wolny czas.. Już nie mowie gdzie oni mogą pracować i czy w ogóle istnieją. Oto Centrum Handlowe większe niż Katowicka Silesia, a więc tu się wszyscy uchowali.. Przez całą Rumunię nie widzieliśmy nigdzie tak nowoczesnego miejsca a tu proszę. Pole Pole.. a tu nagle.. w środku pola coś takiego.. Może to i dobrze.. Niestety jest za późno na zwidzanie Klużu, a chcemy dotrzeć jeszcze dziś do granicy Ukraińskiej.. Spać w Rumunii nie było bezpieczne gdzie kolwiek sie zatrzymywaliśmy na stacjach to zaczepiali nas dzieci, ludzie.. (Daj jedzenie, co tam masz?)
O 1 w nocy dotarliśmy do granicy Rumuńsko-Ukraińskiej.. Spotkanie z prawdziwą kontrola graniczną, stres, adrenalina, zaskoczenie. Pogadali, pośmiali się, chcieli napić się z nami wódki, kazali mówić nam po Polsku na Ukrainie i mamy być z tego dumni! Bardzo sympatyczni ludzie. Posprawdzali popytali się.. A to dopiero granica! Co będzie dalej? Wjazd na teren Ukrainy czas : 20 minut. Bum! Bum Bum! Co jest? Zapalam długie a tam…. Dziura Dziura i jeszcze raz dziura.. Myślałem że to mit że Ukraina ma kiepskie drogi, przekonałem się na własnej skórze.. Jazda 5 km/h na długich światłach to było porostu jazda tak by wpaść w jak najmniejszą dziurę.. Zatankowałem do pełna aż sie wylewało.. Sympatyczna i śmieszna obsługa stacji.. Dziwki na stacji… Ludzie którzy wyglądali na takich… a nie szukali wogole problemów, wręcz przeciwnie, znali słowo, proszę, dziękuje, w porządku. Po 20 km jazdy ( około godziny jazdy) Zatrzymaliśmy sie by się przespać niestety miejsce trefne, obok była dyskoteka i ciągle ktoś chodził na stacje po alkohol. Zmęczony, po 20 minutach ruszam dalej Dziura Dziura Dziura, nagle rozpędziłem się do 40 km/h nie umiałem w to uwierzyć.. Mniej dziur.. Po jakimś czasie droga równiutka prościutka.. i Jazda ponad 100 km/h bajka.. droga idealna szeroka.. Zaczynają się góry.. Mgła.. widoczność na 5 metrów. Pozwoliłem sobie by ciężarówka mnie wyprzedziła i jechałem za nią. Bo nic nie widziałem jechałem od niej z 15 metrów.. Zmęczenie wygrało zatrzymałem się na pięknym zajeździe pięknie oświetlonym. Ochrona chodziła co 10 minut z latarka i obserwowałą. Tam Przespałem się 2 godziny i wyruszyliśmy dalej…
Lwów!
Ukraina pomysłowa.. Jak zamienić okropną kamienice z zewnętrzną kanalizacja w ciekawy budynek.
Pomnij Adama Mickiewicza we Lwowie. Tam też zaparkowaliśmy samochód, by łatwiej go znaleźć.
Czas wracać do Polski.. Podsumowanie Ukrainy.. Wielkie zaskoczenie! Mili i sympatyczni ludzie. Przyjazdy kraj bardzo ładne miejsce, tanio! Milicja zatrzymała nas tylko raz z mojej winy jechałem 82 a powinienem 60 mój błąd.. Ale ładna 2 pasmową ? Milicja życzliwa, pogadaliśmy chciała się podzielić fajkiem. Miałem okazje siedzieć w radiowozie tak negocjowaliśmy. Odrazu zaproponował układ bez protokołu.. Z Protokołem 500 hrywień + zabranie dokumentów = zapłać a potem szukaj nas by odebrać dokumenty. Wybrałem opcje 200 hrywień. Jak gadałem z Milicją czułem się jak bym gadał z kumplem. Kazał mówić po Polsu pytał gdzie jedziemy, skąd. Niestety nie miałem 200 hrywien, miałem 60 hrywien i 7$ dał się przekonać.
Kosztowało mnie to 60 zł na Polskie. Powiedział szerokiej drogi i że mamy uważać bo za 5 km też stoją z foto radarem.
Juz w domu co prawda nie jest to Chorzów (woj. Śląskie) ale Podkarpackie. Ale już nasza szara rzeczywistość. A teraz sytuacja na granicy Ukraińsko-Polskiej. Parę samochodów, a spoko szybko pójdzie. Ukraińscy celnicy nie robili problemów podbijali obiegówek bardzo szybko. Zasada jest taka dostajesz obiegówkę, zostawiasz auto i udajesz się do różnych gości po pieczątkę, jeden sprawdza samochód(bez sprawdzania), drugi gość sprawdza dokumenty osób a trzeci zaś dokumenty samochodu i po wszystkim. Problem miał jeden Niemiec, Ukraińcy nie chcieli puścić Niemca! ha ha.. Jedziemy na Polskę! A tam… trzepanie samochodu.. zero kultury, wszyscy mieli miny jak srający kot.. Godzina stania na Polskiej granicy. Naczeszcie nam nie trzepali samochodu zacząłem opowiadać gościowi o naszej trasie a ten zbladł i puścił nas patrząc tylko na jedną torbę. Gościa przed nami trzepali równo nawet odkręcali tapicerkę.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subskrybować  
Powiadom o