fbpx
7,5 C
Katowice
niedziela, 27 września, 2020

Przygotowanie do wyprawy Rajza 2013 EastTrip. #przygotowania

0

Czas podbić Część Europy Wschodniej. 4 Wrześnieńa godzina 3:00 planowany wyjazd. 3 osobowa ekipa. Ja, Kinga i Mateusz planujemy odpocząć w Słonecznym Brzegu w Bułgarii, zwiedzając po drodze wiele ciekawych miejsc. Zwiedzić Stolice Węgier, Serbii, Bułgarii oraz Transylwanię, a na dopełnienie wschodniego klimatu Europy podbijemy Ukrainę i Lwów. Zwiedzimy przy tym 4 nowe państwa. Być może uda nam się zwiedzić kawałek Turcji ale to zależy od sytuacji finansowej, gdyż potrzebna nam wiza wart 20$. Czy się opłaca na parę godzin ?

Witam serdecznie wszystkich miłośników podróży i nie tylko. Nadszedł rok 2013 i czas przygotować się do kolejnej wyprawy. Długie oczekiwania, brak konkretnych planów oraz zbyt późne zdecydowanie się na kolejny trip, co spowodowało zmniejszeniem ilości chętnych na przygodę.

Zaraz po powrocie z Hiszpanii planowałem wyjazd ponownie w stronę zachodu, konkretnie do Maroka. Niestety sytuacja wymagała zmiany planów. Trzeba nabrać większego doświadczenia. Drugi plan jeszcze 2 miesiące przed samym wyjazdem był cel Grecja Zakynthos. Planowana trasa miała przebiegać przez Czechy, Austrię, Słowenie, Chorwacje, Bośnie, Czarnogóre, Albanie, Grecja, Macedonia, Serbia, Węgry, Słowacja. 6 tyś km. Niestety Mariusz się w tym roku też wykruszył, a ze względów finansowych jakich w tym roku mnie dopadły nie mogliśmy pozwolić sobie na wypad w 3 osoby. Koszty paliwa i promu na wyspę. Wszystko „dzięki uprzejmości” pewnej pani, z WPKiW, która w złości i zazdrości nie chciałą przyjąć do pracy dodatkowej i wspomóc naszą wyprawe w Śląskim Wesołym Miasteczku (jeden wielki burdel tam panuje). Nie byłem na to przygotowany, myślałem, że po   6 latach pracy w branży należy się jakiś szacunek… Tak nawiasem.. W ostateczności postawiłem na Bułgarię, idealna podróż tanim kosztem z odpoczynkiem i zwiedzaniem dla 3 osób.

Na początek małe podsumowanie naszej trasy :

  • Data Rozpoczęcia : 4.09.2012, 3:00
  • Koszta : Łącznie mamy 1 050 € na przebycie europy wschodniej.: Paliwo 300€, Noclegi : ok. 250 €,Opłaty drogowe – 40€, Zabawa, zwiedzanie i Jedzenie : 460€ / na 3 osoby. To szacunkowe koszta. Więcej szczegółów po wyprawie. Myśle że jak na Bułgarię to wystarczająco, nie mamy wielu wymagań jak przed rokiem. SUMA : 350€/os. ze wszystkim. Biuro Podróży : 375€ za pobyt tydzień w Słonecznym Brzegu w naszym Hotelu*** HB z przelotem oraz nie zwiedzeniu niczego po drodze. Bez żadnej przygody!
  • Dni : 12
  • Przebyta droga : 4 000 km
  • Przebyte Państwa :
  1. Słowacja – tylko przejazdem
  2. Węgry – Budapeszt(Stolica)
  3. Serbia –Belgrad (Stolica)
  4. Bułgaria – Sofia(Stolica), Słoneczny Brzeg – 7 noclegów oraz zwiedzanie okolicznych miast 
  5. Rumunia – Brasov, Prejmer, Bran, Sibiu,
  6. Ukraina – Lwów
  7. Polska – Chorzów (woj. Podkarpackie)

Tylko 6 państw, 3 osoby, 1 samochód.

Aktualnie mamy zarezerwowane noclegi w Hotelu Pollo Resort*** w Słonecznym Brzegu (Docelowo 225 € za apartament z jedna sypialnia dla 4 osób) oraz RosenVille*** w Râşnov w Rumuni. Może ktoś był? Chętnie poczytam wasze komentarze i opinie na temat tych miejsc.

No i oczywiście zapraszam do komentowania postu oraz pomóc nam opisując wasze doświadczenia z podróży w tym kierunku.

Rajza 2012. Zachód Europy, gorące południe. #fotorelacja

0
Wyruszyliśmy o godzinie 6:00 całą ekipą z Stacji benzynowej na Austostradzie A4 w Rudzie Śląskiej. Przed nami ok. 400 km ? Już na samym początku rodzieliliśmy się samochodami i zaczełą się jazda indywidualna. Niestety jeden z naszych samochodów uległ Awarii w okolicach Żor. Tam został naprowaiony po 3 dniach i dopiero znany z EuroTripu 2011 Seat Cordoba wyruszył w trase. Całość trasy przebiegała spokojnie beż żadnych potyczek. Nasza trasa do Wiednia Autostradą przez Czechy (Brno) Standardowa trasa. Winieta na Czeskie autostrady to koszt okolo 40 zł następnie podobna cena w Austri.
Gdzieś w okolicach granicy Czesko-Astriackiej.
Do Wiednia dotarliśmy przed godziną 10. Już w poprzednich blogach było pełno zdjęć Pratera we Wiedniu. Ale i tym razem udaliśmy tam, tylko tym razem odważnych więcej…
6 odważnych osób naszej ekipy odważyło się wejść na Boomeranga. Jedna z większych Rollercoaster’ów we Wiedniu. 5€ przejazd ?
Niestety, mnie tam nie ma. Ostanio mam lęki przed takimi urządzeniami ? Za dużo tego jak się w tym pracowałem.
Kolejne wzmagania z lękiem przed urządzeniami tym razem dwie odważne dziewczyny
. Kinga i Grażyna
Piękny widok na Prater. Widać dwa diabelskie młyny, jeden z nich liczy juz 100 lat.
Wyruszamy dalej w podróż po Europie, przed nami jakieś 5 500 km.. Czas nas goni więc jedziemy dalej
Z Wiednia wyruszamy okolo godziny 16 i kierujemy sie do kolejnego celu mamy do przebycia ok. 470 km – Garmisch. w godzinach wieczornych docieramy na miejsce. Tam dokłądnie w tym samym miejscu co rok temu nocujemy w samochodzie. Rano mały prysznic za 0,50€ za 8 minut ciepłej wody i wyruszamy zwiedzać miasto juz po raz drugi.
Miejsce naszego noclegu dokładnie w tym samym miejscu parking, gdzie rok temu wspomnianym EuroTrip 2011
Poranny spacer po mieście, troszkę miasta zwiedzaliśmy juz rok temu, nie było nam potrzebne wszystkiego ponownie przechodzić. Ale spacer przed dalszą częscią podróży nam nie zaszkodzi.
Dla przypomnienia, skocznie narciarskie w Garmisch. Tym razem niestety nie odbywał się tutaj trening skoczków oraz też nie zagościliśmy na szczycie,…zmęczenie
Niemieckie miasteczko Mittewald – Piekne widoki, a my tylko na zakupy i wyruszamy dalej w strone Liechtenstein’u. Do Vaduz mamy
ok. 200 km ? Wyjeżdzamy około godziny 13.
Tuż po przekroczeniu granicy Niemiecko-Austriackiej. Pamiątkowe zdjecię. Rok temu dokładnie w tym samym miejscu się fotografowalismy. A gdzie reszta ekipy? Reszta jechała być moze troszke inną trasą i troche wcześniej wyjechali. Część ekipy noclegi miała załatwione w Hotelach i prywatnych domach.
Na granicy Austria-Liechtenstein mała kontorla dowodów osobistych. W Vaduz (Stolicy) – spedziliśmy około godziny ? Zastanawiając się co dalej.. i Jak ugryść te państwo. Na tym wyjeździe nie przygotowywaliśmy się z tego co mozna zwiedzać i jak tylko jechaliśmy “na oślep.” Końcu znaleźmyśmy parking a nad parkingiem “Centrum” miasta ?
Vaduz – Stolica malutkiego państwa Liechtensteinu, w końcu zabraliśmy się za zwiedzanie.
W Centrum pełno dziwacznych figurek, wogóle dziwne miasto(Państwo), każdy pod garniturem i wogóle bardzo mało ludzi. Wszystko pozamykane a dopiero 17.00.
W centrum można również zauważyć pełno figur, grubych kobiet.
Pora wyruszyć dalej.. Kierunek Zurich. Z Vadum do Zurychu mamy tylko 100 km Przejazd w godzinach wieczornych po mieście i wielkie poszukiwanie stacji benzynowej gdzie można się wykapać załatwić i spać. Niestety nawet na autostradach w Szwajcarii cięzko o taką. Zatrzymujemy sie na jednej z nich i pora spać ?
Tylko jeszcze kąpiel i możemy ruszać w zwiedzanie Zurichu. Nasze miejsce noclegowe.
Jak widac w Szwajcarii też pełno dziwnych figur kobiet.
Naprawde piękne uliczki Zurichu zapierają dech w piersiach. Piękne miasto!
Tramwaje w Zurichu – są strasznie długieee
Rzeka Shil w Zurichu, woda czyściutka, jak w całej Szwajcarii
Po 4 godzinnym spacerze czas wyruszyć dalej. Strona Mont Blanc! PRzed nami ok. 300 km i 3 godziny drogi. Drogi kręte zwłaszcza na Granicy Szwajcarko-Francuskiej.
Po drodze napotkaliśmy wiele ciekawych rzeczy ;))
Kolejny przystanek, Ferme Des Iles w Szwajcarii. Tutaj jest po prostu pieknie… Szkoda się nie zatrzymać. Generalnie to jest zajazd autostradowy ? z dwoma stacjami bezynowymi “Shell” i “BP” obok siebie ? pod jednym budynkiem ?
Przed granicą Francuska, pomyśleć że bylismy na samym dole. Bardzo kręta droga.
No i po ponad 2 godzinach jazdy od Zurychu mamy granice Szwajcarsko-Francuską.
Już widac piękne szczyty, lodowce Alp, według moich obliczeń to właśnie Mont Blanc, najwyższy szczyt, lodowiec w Europie. Mieszczący się na granicy Francusko-Włoskiech, a pod nim kilkunasto kilometrowy tunel Mont Blank. Niestety nie mieliśmy okazji nim jechać nie po drodze i za drogi.
Widoki, które zapierają dech w piersiach ;).
Po godzinnym odpoczynku pod Mont Blank czas ruszyć dalej w droge. Tym razem najdłuższy odcinek przed nami ok. 800 km drogi w Strone wolnego Państwa od podatków Andory.
Drogi które wymagają naprawde niesamowitego doświadczenia w prowadzeniu samochodu.
Po drodze docieramy do Miasta Grenoble. Przejazd przez miasto i dalej autostradą.
Gdzieś we Francji… Niestety zmęczenie i wieczór nas dopadł, przed nami jeszcze daleka droga no i musimy dotrzeć bezpiecznie do Andory, więc nocleg ? pierwsza noc we Francji. Nocleg jak na zdjęciu powyżej. Nie pamiętam ile kilometrów nam zostało jeszcze do celu.
Klimat juz nieco się zmienił, teren bardziej suchy i inna rośliność, droga na Andore, jeszcze bardziej trudniejsza niż ta we Szwajcarii.
Małe miasteczko we Francjii tylko przejazdem i na zakupy. Jak się później okazało miasto jest granicą z Hiszpanią. Już prawie otarliśmy się o główny cel.
Jeszcze niby kilkadziesiąt kilometów przed nami a droga się ciągnie i ciągnie.. Widoki niezapomniane, najpiękniejsze…Tak jechaliśmy mostem przed nami. ?
Nareszcie. Granica Francja-Andora. Nawet nie sprawdzali nam dowodów osobistych ?
No i od tego momentu zaczeło sie podziwianie pięknego Państwa, budynki są specyficzne jak widac na zdjeciu, drogi idealne. Po prostu coś pieknego.
Zdecydowanie polecam jako tranzyt i lekkie odbicie jadących do Hiszpanii na zakupy ?
Stolica Państwa. Ceny w sklepach jeszcze piękniejsze, Andora to raj podatkowy i jest taniej niz w Polsce ? Dla porównania Jan III Sobieski 3,60€ 0,7
Miejsce naszej Noclegowni, Canillo miasteczko w Andorze, nie to nie ten domek na szczycie.. Pierwsza nasza noc w łozeczku ?
No po pierwszym noclegu w łóżku czas wstać. Andora ma dziwny klimat. Słońce zobaczyliśmy dopiero około godziny 12 natomiast wschód juz o 16-17 w dzień 30 st. w nocy 10 st C ? Niestey czas ruszać dalej w trase. Hiszpania Lloret de Mar przed nami. Krótki przejazd do Francji i przez wcześniej wspomniane miasteczko przejście graniczne. 250 km i Hiszpanio Witaj!!
Nasza Trasa do Lloret de Mar ? Jeszcze tylko pare godzin jazdy ?
W drodze pod Willa czekałą już nasza spóziona ekipa naprawionym samochodme. Cud! wyjechali 3 dni później zwiedzając po drodze. Wiedeń, Zurych, Lyon. Byli jeszcze prędzej niż my. 2 godziny spania między czasie. No i dotarliśmy wszyscy na miejsce. Teraz tylko odpoczynek i obijanie się ? Kompet naszych samochodów na podwórku przed Willa.
Pierwsza noc w naszej Willi była bardzo upojna ? Zdjęcie na drugi dzień rano.
Nasza Willa, 450m2 przestrzeni z Jackussi(odkrytym dopiero następnego dnia) i Basenem
2 dzień naszej imprezy, no nie mogło być inaczej ?
Centrum Lloret de Mar, piękny budynek..
Tutaj trafiliśmy na tańce, a dokłanie nie wiedzieliśmy o co chodziło, jedyne co wiemy to że w ten dzień było obchodzone Narodowe Święto Katalonii.
Salon Gier i Kasyn w Lloret de Mar
Lot na Majorke, jedna wielka masakra, 30 minut lotu i przez 30 minut turbulencje i dziury powietrzne.
Na szczęście już widzimy piękne plaże Majorki
La Seu – Katedra w Palma de Mallorca
Palma – Stolica Wyspy
Plażowanie na prywatnej plaży Cala Mayor.
No i na tym kończymy zwiedzanie Majorki.
Lloret de Mar i piekny park widokowy
hr
Plaża nieopodal Lloret De Mar
Niestety to nasz ostatni dzien w Słonecznej Hiszpanii, następnego dnia wyruszamy w dalszą podróż.
W godzinach porannych dojechaliśmy do Barcelony. No i tutaj niestety czas zaczął nas gonić, nie mieliśmy go zbyt wiele by zwiedzać cała Barcelone, ale myśle że jak na pierwszy raz w tym mieście to i tak duzo, nasz czas to 10:00 do godziny 15:00, podróże w podziemiach Barcelony(Metro). Jedna z naszych ekip troche się pogubiła w Barcelonie. Ale pozwiedzali to co my ?
Wyskoczyliśmy z podziemia, pamiątkowa fotka na tle Sagarda Famillia.
Następny przystanek to Ogrody Gaudiego, po prostu pięknie… )
Panorama Barcelony
Tutaj mają państwo okazje zobaczyć największą ławke świata;
Po zwiedzaniu Barcelony wyruszyliśmy w Strone Andory, (200 km) ponownie, spodobało nam się to miejsce. Dobra okazja do noclegu ? no i jeszcze jedna z naszych ekip nie zwiedziała tego kraju a naprawde warto. Wynajmujemy dwa domki za 50€ ? Kobieta okazała się córką Polki, niestety pani potrafiłą powiedziec tylko “Po polski” Rano zwiedzamy Andore zakupy, tank. i wyruszamy do Sete. Dość ciekawe rybackie miasteczko z pieknymi mierzejami.
ok. 300 km przed nami.
Czas ruszyć dalej od Sete do St. Tropez dzieli nas ok. 300 km.
Pokonanie tej trasy bardzo szybko okolo 3 godzin i juz na miejscu, niestety była już późna godzina. Prawie noc, a miasto tętni życiem.
? Piękny park, tam zatrzymalismy się na dwie godziny. Spacer po mieście i trzeba wyruszać dalej w strone Monako. Przed nami 170 km ? i na stacji przy autostradzie zdecydowalismy się na nocleg ?
Poranek – jeszcze tylko kawałek brakuje nam by przekroczyć granice Monaco. Państwo – jeden wielki korek. Udąło nam się zaparkować na podziemnym parkingu. Zwiedzamy Państwo.
Granica Monaco, niestety korek.. Przez cale państwo.
Dobrze, że Polacy nie przynoszą wstydu w Monaco, Jak widac na  boku samochodu godło Polski
Czas ruszyć. Przed nami Wenecja poraz drugi ? oraz 600 km.
Granica Francusko-Włoska ? ? Tak tak to jest granica.
Na miejsce dotarliśmy bez problemu. Prawie (za odcinek 500 km autostrada zapłaciliśmy 44€, a litr Diesla kosztował nas 2 €. Pozdrowienia z Włoch ? Na miejsce dotarliśmy około 20 ? Niestety noclegu nie było. Więc spaliśmy tym razem w Samochodzie w Punta Sabbioni50 m od plaży. Wspomnianej z EuroTripu 2011 niestety za zimno na spanie na plaży. Wieczory we wrześniu bywają tam naprawde zimne.
Czas na zwiedzanie Wenecji po raz drugi. ? Prom ten sam, trasa zwiedzania troszke inna. ? Po zwiedzaniu męczarnia. Ze względu na brak czasu i złe obliczenie czasu musieliśmy ominąć pare punktów zwiedzania i jechać do Polski.
Tak się kończy nasze zwiedzanie Krajów Eurpoy Zachodniej i Kończy się wyprawa EuroTrip 2012.
Niestety, nie wyrobiliśmy się w czasie i nasze zwiedzanie zakończyło się w Venezii, mimo wszystko Pojechaliśmy trasą tak jak ona była zaplanowana, nigdy nie wracam tą samą drogą a musiałbym wrócić przez Wiedeń i Czechy. A winiety z Węgier i Słowacji by się zmarnowały. Słowenia > Chorwacja > Węgry (Przejazd samochodem przez Budapest), Słowacja no i Polska. 1 200 km Druga ekipa wróciła wcześniej do kraju, natomiast Seat zwiedził jeszcze Budapeszt. Zajęło to nam 21 godzin z krótkimi przerwami. Wyjechaliśmy o 19.00 przyjazd był o 16.00 następnego dnia. Najgorzej przejechać przez Słowację.

Planowanie, Trasa, ekipa. Rajza 2012. Hiszpania RoadTrip! #przygotowania

0

Jak powstał nasz plan ? Po prostu nuda ! Ciekawość świata ! hmm.. Chorwacja znowu ? Holandia ? nie ! A Może tak poczuć zapach powietrza Costa Bravy w Hiszpanii ? Ooo Takk ! To jest to… Tylko co jak nikt nie pojedzie? Tu się zdziwiłem chętnych jest aż nad to. Tak 12 osób, 3 samochody. Zaraz zrobiliśmy rezerwacje na  duża Wile***** tak pięciu-gwiazdkową za niewielkie pieniądze na jakimś wzgórzu w jednym z najbardziej imprezowych miast Costa Bravy nie licząc Ibizy – Lloret de Mar. Na czym ma polegać cały wypad ? Wsiadamy do samochodów i ruszamy. Ale po drodze mamy wiele ciekawych miejsc do zwiedzenia. Szkoda by było jechać tylko do Hiszpanii i nie zatrzymać się po drodze nigdzie, mijając wiele wspaniałych miejsc w zasięgu ręki. To co zwiedzamy, jak jedziemy ? No to może Wiedeń – tak ale tylko Prater, jest tam tyle wspaniałych atrakcji, karuzel, że naprawdę warto zatrzymać się tam chodź na 3 godzinki po raz 3. Następnym celem podróży to Garmisch-Partenkirchen ale w zasadzie zobaczyć tylko skocznie narcierskie podziwiac piękno tatr i zobaczenia najwyższego szczytu niemiec Zugspitze, 2962 m n.p.m oraz przenocować w Bawarskich lasach oczywiście w samochodzie – musimy oszczędzać na noclegach. Kolejnym naszym celem jest Liechtenstein – małe państewko w samym sercu Alp, następnie kolejno Zurych jedno z najdroższych stolic świata, podobno… Następny cel to jakieś miasteczko we Francji może Lyon to zależy od czasu. No i witamy w Lloret de Mar !!! Tam zostaje tylko nam odpoczynek po podróży, zwiedzanie, imprezowanie, opalanie jednym słowem opieprzanie się. Podczas pobytu tam mamy zamiar zwiedzić oczywiście Barcelonę i myślimy nad przepłynięciem się promom na Mallorke albo Ibize – to nie daleko. Gdy już wszyscy odpoczniemy po 7 dniach czas wracać ale po drodze mamy : Marsylie we Francji, Monaco – Monte Carlo, Venezie – a konkretnie Punta Sabboni i piękna plaża i piękne miejsce do spania znane nam z EuroTripu2011. Następnie może stolica Słoweni no i czas zobaczyć co słychać u mieszkańców Budapesztu a na koniec trudno by nie było przejechać przez Liptovski Mikulas i odpocząć w wodach termalnych. Troszkę może robimy kółko jeśli chodzi o nasza trasę ale by to Lubimy ! Nasze skryte marzenia.    Łącznie mamy spędzić 6 nocy w wspomnianej Willi oraz 7 nocy w namiotach, samochodach w plenerze. Może to i mały wypad ale w ten sposób szykujemy się do czegoś większego… Ale o tym juz wkrótce.   Wyruszamy Autem w Świat ! Ekipa z CrewTrip !  

JAK :

  • 3 Auta
  • 12 państw
  • 12 osobowa ekipa
  • 14 dni
  • 5 000 km do przebycia

CEL :

  • Pozwiedzać
  • Zobaczyć
  • Przeżyć
  • Wypocząć

Wstępna Trasa :

  • Chorzów >
  • Prater, Wiedeń > 3 godziny
  • Garmisch-Partenkirchen, Niemcy > 2 godziny
  • Mittenwald, Niemcy > nocleg w samochodach (sprawdzone miejsce)
  • Liechtenstein > 2 godziny
  • Zurych, Szwajcaria > 5 godzin
  • Mont Blanc de Courmayeur, Chamonix-Mont-Blanc, Francja > godzine
  • Genewa, Szwajcaria > godzine
  • Lyon, Francja > 5 godzin
  • Andora > 2 godziny
  • Barcelona, Hiszpania > cały dzień
  • Lloret de Mar, Hiszpania > 6 dniowy odpoczynek
  • Ibiza, Hiszpania > cały dzien
  • Saint-Tropez, France > 2 godziny
  • Monaco > 3 godziny
  • Genova, Italia > 3 godziny
  • Piza, Włochy > 2 godziny
  • Florencja, Włochy > 2 godziny
  • Punta Sabbioni (Wenecja), Italia > Cały dzień p. Chorwację lub Słowenię
  • Budapeszt, Węgry > 5 godzin
  • Liptowski Mikułasz, Słowacja > cały dzień
  • Chorzów.

Chodź jest jeszcze dużo czasu przygotowania do EuroTrip 2012 idą pełną parą. W chwili obecnej trwa ciągłe modyfikowanie tras, dokładnie analizowanie oraz organizacja pobytu. Jak na razie padło parę pomysłów : Piza, Florencja.. Planujemy trafić promem również na Majorkę lub Ibize na jeden dzień.       Co dalej ? Może macie jakieś pomysły ? Chętnie przeczytamy to co macie do zaproponowania. Trasę mniej więcej znacie, może jest coś wartego zwiedzenia po drodze, byliście niedaleko ? Dajcie znać. Pisać można w komentarzach oraz w danych podanych w menu „Kontakt”.       Już wcześniej jedna nasza koleżanka wspomniała o Wielkim Akwarium we Włoszech, podobno jest to 3 co do wielkości największe akwarium na świecie, jedyne w Europie, może być ciekawie. Dziękujemy Paulinie Z. za pomysł. Szczegółów jeszcze nie znamy, ale wszystko w swoim czasie. Na bieżąco będziemy was informować o wydarzeniach w trakcie przygotowaniach do wyjazdu. A Aktualności będą uzupełniane w poście głównym Projekt EuroTrip2012, oraz na bieżąco w postach oraz na naszym facebooku.

Mniej więcej ustaliliśmy naszą trasę, Przebiegać ona będzie przez 20 punktów gdzie powinniśmy się zatrzymać, a jej długość nieco powyżej 5 tyś km. Do naszego wyjazdu zostało bardzo dużo czasu, ale chcemy wszystko przygotować jak najbardziej prawidłowo. Ostateczne decyzje na temat zmiany trasy będziemy decydować już podczas samego trwania EuroTripu 2012. Jesteśmy grupą spontaniczną i szaloną – nigdy nie wiadomo co nam przyjdzie jeszcze do głowy. Na dodatek graniczy nas niestety czas. Wyznaczyliśmy sobie pewne cele, które musimy osiągnąć by zaliczyć Trip do udanych.

Co nowego ?    

Odpuścimy sobie prawdopodobnie Marsylie w zamian za zwiedzanie St. Tropez – wydawać się bardziej atrakcyjne miasto do zwiedzania i mniej tłoczne. Prawdopodobnie zwiedzimy Ibize, przewidujemy lot samolotem z Barcelony – wszystko zależy od naszej gotówki, wcześniej to były tylko pomysły, teraz to są już konkretne plany. Oprócz tego, zaliczamy Pize i Florencje. Zastanawiamy się czy nie będzie lepiej i oszczędniej jechać przez Chorwację. Jak wiadomo Winietki na Słowenii są bardzo drogie, nie opłaca nam się płacić 45 € dodatkowo za 100 km autostrady. Dodatkowo dodajemy kolejne państwo – Andora, 150 km mniej a paliwo i prowiant dużo tańsze. Opłaca się! Nasza wycieczka, nieco zmieniła wcześniejsza strategie. Miała to być „biedna” wycieczka przeżycia w „Betonowej Dżungli” bez noclegów, z prowiantem i samochodami. Jednak będzie to wycieczka „fifty fifty”. „biedna” wycieczka z połączeniem „udawanego” bogactwa na którego pracowaliśmy cały rok. Chorować cały rok by cieszyć sie 2 tygodniowymi wakacjami ? Tak to jest właśnie to ! Dążymy do tego jak zwiedzić dużo za małe pieniądze. My wiemy jak to zrobić ! Ale my oprócz przeżyć i kombinowania, chcemy spędzić spokojne wakacje.

Ekipa


Do ekipy CrewTrip dołącza w tym roku jeszcze więcej osób, dzięki temu całościowo możemy pozwolić sobie na więcej. Ekipa w różnym wieku o różnych zainteresowaniach. Dwanaście wspaniałych ludzi, którzy dopiero się poznając. Niestety czekamy na decyzje dwóch osób. Bardzo zależy nam na ich uczestnictwie w EuroTrip2012. Byli z nami na EuroTrip2011, Slovakia-Wien Trip 2010 – niestety tutaj działają siły wyższe.

Trasa :

  • Chorzów >
  • Prater, Wiedeń > 3 godziny
  • Garmisch-Partenkirchen, Niemcy > 2 godziny
  • Mittenwald, Niemcy > nocleg w samochodach (sprawdzone miejsce)
  • Liechtenstein > 2 godziny
  • Zurych, Szwajcaria > 5 godzin
  • Mont Blanc de Courmayeur, Chamonix-Mont-Blanc, Francja > godzine
  • Genewa, Szwajcaria > godzine
  • Lyon, Francja > 5 godzin
  • Andora > 2 godziny
  • Barcelona, Hiszpania > cały dzień
  • Lloret de Mar, Hiszpania > 6 dniowy odpoczynek
  • Ibiza, Hiszpania > cały dzien
  • Saint-Tropez, France > 2 godziny
  • Monaco > 3 godziny
  • Genova, Italia > 3 godziny
  • Piza, Włochy > 2 godziny
  • Florencja, Włochy > 2 godziny
  • Punta Sabbioni (Wenecja), Italia > Cały dzień p. Chorwację lub Słowenię
  • Budapeszt, Węgry > 5 godzin
  • Liptowski Mikułasz, Słowacja > cały dzień
  • Chorzów.

Co prawda dawno nie dodałem żadnego posta, ale to ze względów braku czasu. Do rozpoczęcia naszego EuroTripu 2012 pozostało jeszcze tylko miesiąc. Powoli przygotowania będą prowadzone pełną para.    Mamy już dokładny obrys tego: kto, co, gdzie…
Zmieniła nam się trochę obsada niż planowano wcześniej, wiadomo o 11 osobach, jeszcze czekamy na decyzje 3 osób, które są chętne przebyć razem z nami pół Europy. Jeśli chodzi o trasę to generalnie się nic nie zmieniło. Już wkrótce będziemy testować GPS gdzie państwo będą mogli śledzić naszą trasę, niestety będzie to nawigacja z Google. Podczas wyjazdu będziemy się starali na bieżąco informować was na blogu o naszych wydarzeniach z podróży.

A jednak Majorka.. Wybraliśmy jednak jedną z Hiszpańskich wysp i nie jest to jak wcześniej podawaliśmy Ibiza, tylko Majorka.. Ibizę będziemy mieli w Lloriet De Mar przez cały tydzień.. Jedna wielka impreza. Bilety kupione i ruszamy.. Niestety na Majorkę wybiera się tylko 7 osób.
Samą podróż 2 lub 3 autami odbędzie tylko 9 osób. 2 osoby Michał i Dorota niestety dołączą do nas w Barcelonie, przylecą tam samolotem ze względu na stan zdrowia.

Rajza 2011 Chorwacja Trip. #wideo

0

Rajza 2011 Chorwacja Trip. #galeria

0

Szybka Fotorelacja #rajza 2011 #fotorelacja

0

We wtorek 6 Września 2011, około 3 w nocy postanowiliśmy czteroosobową ekipą zmierzyć się starym kontynentem, wielkimi miastami Europy, dolomitami Alp we Włoszech oraz skwarem jakim panuje w upalnej Chorwacji, podziwiać piękno tamtejszych parków narodowych. Wyruszamy 15-letnim Seatem Cordoba z silnikiem 1,4 litra, bez klimatyzacji. Zapraszam do obejrzenia FotoBloga
Na początek małe podsumowanie naszej trasy :

  • Data Rozpoczęcia : 4.09.2011
  • Dni : 16
  • Przebyta droga : 4 000 km
  • Przebyte Państwa :
  1. – Chorzów > 470 km
  2. – Praga (Czechy) > 400 km
  3. – Monachium (Niemcy) > 100 km
  4. – Garmisch-Partenkirchen (Niemcy) > 70 km
  5. – Innsbruck (Austria) > 330 km
  6. – Venezia (Włochy) > 300 km
  7. – Pula (Chorwacja) > 400 km
  8. – N.P. Krka (Chorwacja) > 60 km
  9. – Trogir (Chorwacja) > 30 km
  10. – Split (Chorwacja) > 260 km
  11. – N.P. Plitwickie Jeziora (Chorwacja) > 530 km
  12. – Wiedeń (Austria) > 370 km
  13. – Liptovsky Mikulas (Słowacja) > 200 km
  14. – Chorzów (Polska).
Nasz pierwszy postój w okolicach Brna w Czachach. Czas rozciągnąć wszystkie kości po nieprzespanej nocy, poinformować rodzine, że wszystko okey, też się martwią mamy 20 lat a sami wyruszamy w taką podróż po raz pierwszy, 15 minut postoju i ruszamy dalej w stronę Czeskiej stolicy.
Przed godziną 7 dotarliśmy na miejsce. Nasz Punkt orientacyjny to rzeka Wełtawa w okolicach Starego Miasta w Pradze. Parę zdjęć pamiątkowych i ruszamy w zwiedzanie Miasta.
Pierwszym naszym celem był piękny prawie kilometrowy Most Karola z XIV w. Charakterystycznymi elementami mostu są figurki świętych ludzi.
Po przejściu tam i z powrotem mostu, zaczął padać deszcz, nam to natomiast nie przeszkadzało. Deszczyk był w miare przyjemny. Zaraz dotarliśmy do Rynku Starego Miasta. .
Wypadało by coś zjeść
Pare zdjęć pamiątkowych.. i zaraz zauważyliśmy wielką budowle, punkt orienatycyjny Pragi, przypominający katedrę.. Ratusz.. Na fasadzie ratuszu był osadzony ogromny zegar, który mówił nam więcej o gwiazdach niż o aktualnym czasie.
Jest możliwość wejścia na sam czubek Ratusza i podziwiać panoramę “Czerwonych dachów” osadzonych w pięknej Stolicy Czech.
Parę pamiątkowych zdjęć
W ten sposób podziwialiśmy piękno Starego Miasta. Czas zobaczyć jakieś muzeum, jest ich wiele, lecz czasu by nam nie wystarczyło, żeby zwidzić je wszystkie, więc postanowiliśmy wejść do jednego z ciekawszych Muzeum Figur Woskowych.
Po przejściu całego starego miasta wyrusziliśmy zobaczyć tańczący dom w Nowym Mieście, po drodze napotkaliśmy nawet Muzeum słynnego Zielonego Ludzika Absinth’a.
Oto tańczący dom..
Nagle zrobiła się z 7 godzina 17 i czas ruszać dalej w strone Monachium
Po przekroczeniu Niemieckiej granicy i przejechania 100 km, zrobiliśmy się bardzo senni, godzina 21 czas znaleźć miejsce gdzie możemy się wyspać, wykąpać. Gdzieś w okolicach Nurnberg. Na stacji benzynowej.
Po przespanej w samochodzie, obudziliśmy się o 4 i ruszamy dalej. Dotarliśmy do Monachium o 5 było zbyt wcześnie dla nas by zwiedzać te miasto więc postanowiliśmy zdrzemnąć się na godzinke na parkingu McDonalda i przejechać przez Miasto.. Chcemy już zobaczyć Alpy!
No i pięknie, już blisko Garmisch,
czas coś zjeść z KingBurgerze….
Buzi i jedziemy dalej..
A więc to tak wygląda najwyższy szczyt Niemiec Zugspitze 2962 m n.p.m..
Zwiedzamy sobie Garmisch, poznajemy po drodze dość ciekawego Polaka, który mieszka w Niemczech od 30 lat
Czas by zobaczyć w jakich miejscach wygrywał nasz orzeł Adam Malysz. Skocznia Narciarska.
Musimy.. Musimy wejść na góre i tak powstało pamiątkowe zdjęcie na buli skoczni, z panoramą Garmisch
Nagle zapada zmrok.. Trzeba szukać fajnego miejsca gdzie można znowu się wyspać. Pięknie..
Z rana jeszcze małe miasteczko Mittenwald, zakupy i ruszamy do Innsbrucka.. to tylko godzinka jazdy
Krótki postój, podziwiamy piękno Alp.
Innsbruck Wita! Stawiamy autko na parkingu i zwiedzamy sobie miasto. Bardzo ładne miasto
Jeszcze tylko skocznia w Innsbrucku, jak widać na załączonym obrazku, coraz bliżej południa, robi się coraz cieplej.
Jeszcze przed południem wyruszamy do słonecznej Italii. Kierunek Venezia – Punta Sabbioni.
Szybko, dzięki wąskiemu odcinkowi w Austri, nie mal 50 km i jesteśmy we Włoszech.
Słynna autostrada słońca, może by tak jakiś skrót?
No to mamy za swoje, ale nie było tak źle, pod najwyższym szczytem Marmolada 3343 m n.p.m., dolomitów włoskich. Kręte, wąskie zarazem niebezpieczne drogi. Znajdowalismy się około 2100 m n.p.m.
Po długiej i męczącej podróży przez Włochy, dotarliśmy do Punta Sabbioni – małe miasteczko na półwyspie nieopodal Wenecji. Piękna, olbrzymia plaża. Godzina koło 17
Zaraz obok wynajęliśmy sobie domek, 80€ za dobe. W końcu nocleg w łóżeczku.
Teraz tylko podróż tramwajem wodnym do Wenecji i czeka nas zwiedzanie pięknego słynnego miasta.
Po dotarciu do celu, podziwialiśmy piękno tamtejszej architektury, w męczarniach słonecznych i natłokiem ludzi.
Zmierzaliśmy ku placu św. Marka. Serce Wececji. Punkt Orientacyjny
Plac św. Marka
Ruszamy dalej zwidzać miasto
Ludzi coraz więcej i coraz bardziej goręcej, czas na krótki odpoczynek.
Generalnie piękne miasto, nic dziwnego, że co roku odwiedza je miliony turystów
Chodząc po mieście zauważamy, bardzo wiele, ciekawych dla nas dziwnych miejsc. Naprzykład jedno z nich : Wąska uliczka prowadząca do małego placyku gdzie można powidziać… Sami państwo zobaczcie. W tle można zauważyć Adolfa Hitlera przepranego na Króliczka Playboya.
Czas coś zjeść hmm… Kierunek ? McDonald – 7 km drogi. Nie wytrzymaliśmy i skonsumowaliśmy zawijaną pizze za 4€ po drodze. Jak i dobrze w McDonaldzie za Hamburgera zapłaciliśmy by 7 € + stanie w kolejce jakies 45 minut.
W pewnej chwili zaczęliśmy błądzić po pustkowiach, wąskie uliczki, getta weneckie.
Po 5 godzinach spacerku dotarliśmy na Most Rialto – największy most przecinający kanał Grande (największy) w Wenecji, czyli niedalego placu św. Marka.
Jest ! Udało się, po męczarniach w cieple, zgubach i natłoku ludzi udało się nam dotrzeć spowrotem na Plac św. Marka, są też plusy, zwiedziliśmy dogłębnie całą Wenecje.
Godzina 18 czas wracać, tyle drogi przed nami jeszcze.
Po powrocie szybka kąpiel w Adriatyku i wyruszamy na Chorwacje!
Słowenia, chwile później Chorwacja, po spędzeniu całego dnia w Wenecji i przejechaniu 250 km pora na odpoczynek – sen – w miłym i przytulnym miejscu jakim jest stacja benzynowa 50km przed Pulą, gdzie chcemy zobaczyć amfiteatr rzymski.
Piękno Chorwackich autostrad, zapiera dech w piersiach.
Godzina 5 jesteśmy już na miejscu, Ciemno.. To co czekamy na jasno? Nie robimy sobie pamiątkowe zdjęcie i wracamy, tzn. jedziemy do Trogiru!
Po drodze zahaczymy o stacje by coś zjeść i o Park Narodowy Krka
Postój na stacji benzynowej, kąpiel i w droge.
Po 450 km od Puli docieramy do Parku Narodowego Krka – Rejs statkiem. Tam dobre 4 godzinki odpoczywamy, oglądamy, podziwiamy oblrzymi wodospad.
Jeszcze tylko kapiel i czas na 70km odcinek do Trogiru!
Została nam tylko jedna noc by móc odpocząć w wynajętym wcześniej domku. Po prostu przybyliśmy dzień wcześniej niż powinniśmy. Noc w lesie, pełna komarów i było strasznie parno i duszno.
tak, po ciężkiej nocy jesteśmy! Odpoczywamy w tropikach Chorwacji.
Ale nie jesteśmy tutaj tylko dla odpoczynku. Jesteśmy po to by zobaczyć, zwiedzić, poznać, więc wybieramy się do Centrum miasta Trigiru. Piękne bardzo stare miasto przypominające architektonicznie Wenecje
Po 6 dniach odpoczynku w luksusowym mieszkaniu. Czas wracać, po drodze mamy Plitwickie Jeziora, Wiedeń i Liptovski Mikulasz.
Z osą na czele. Pokazana państwu osa przejechała z nami jakies 1500 km, od Trogiru po samą Słowacje
Po 250 km czas podziwiać piękno Chorwackiego Parku Narodowego z wodospadami i jeziorami. Po 3 godzinach chodzenia, wyruszamy w strone Wiednia.
Czeka nas 550 km drogi i nocleg po drodze. Nocujemy na stacji benzynowej. Po doraciu z samego rana do Wiednia, kierujemy się w strone Prateru – Wesołego miasteczka
Potem trochę miasta. Katedra, ryneczek
Zgubiliśmy się. Naszczęście po 3 godzinach odnaleźliśmy samochód.
Znowu Prater. Otwarty już po wcześniej był zamknięty.
I czas na Słowacje Liptovski Mikulaś. 3 dni w naszym hotelu, odpoczynku po podróży i reklaksowania się w wodach termalnych i saunach.
Po 16 dniach podróży, witamy w Polsce.

3 dni na Słowacji. #rajza 2011 #relacje

0

Nasz kolejny dzień zaplanowaliśmy tylko na baseny termalne, saunę i zabawę na zjeżdżalniach. Kolejne dni… Kompletnie niezaplanowane, po prostu nie mieliśmy już pomysłów, jak spędzić ciekawie dzień, a nasze fundusze zmierzały ku 0. Ale to nic ważne, że te ostatnie dni wyjazdu były spędzone razem. Sylwia nam się trochę rozchorowała, więc z Mariuszem spędzili cały dzień w Hotelu, my z Kingą, jeździliśmy po Demanovskiej dolinie, chodziliśmy troszkę po mieście, jeszcze tylko parę pamiątkowych fotek i powrót do Polski. Trasę dokładnie znam, ale zrobiłem mała próbę, w GPS ustawiliśmy najkrótszą trasę.. To wyznaczył nam, dziury, wsie i drogi polne, było, całkiem ciekawie i zabawnie coś nowego. Szczęśliwie dotarliśmy do domu. Pozostało nam tylko opowiadanie znajomym i namawianie ich do następnego wspólnego podobnego wyjazdu. Wyjazd można uznać za bardzo udany! Tych wspomnień nikt nam nie zabierze, to pozostanie w naszych pamięciach. Polecam każdemu na taki mały wypad po Europie i jest to możliwe do zrealizowania za jeszcze mniejsze pieniądze niż wydała nasza ekipa. Zapętliliśmy koło w Chorzowie, wycieczka zakończona!

Zagubieni we Wiedniu. #rajza 2011 #relacja

0

4 rano, pora wstać, zjeść i dotrzeć do Wiednia. Tak też uczyniliśmy do Wiednia wjechaliśmy już o godzinie 7. Parkując na osiedlowej ulicy pod praterem, gdzie parkowaliśmy dokładnie rok temu, ale niestety atmosfera tam nie była zbyt przyjazna, Bary, otwarte, przed nimi pijani ludzie, którzy krzyczeli na całą ulice, a na dodatek podjeżdża taksówka, z dwoma o dość dużych gabarytach facetów zatrzymują się i wskazują na nas palcem i coś do siebie mówią, zaraz zabraliśmy z stamtąd manatki, i próbowaliśmy wyjechać z tego osiedla, wjeżdżając od razu na płatny parking prateru, niestety lunapark by jeszcze nie czynny, ale jako że bramy otwarte skorzystaliśmy z okazji z myślą, że znajdziemy tam ubikacje, Ja i Kinga, Mariusz i Sylwia, rozdzieliliśmy się Na chwilkę, szukając ubikacje, my z Kinga znaleźliśmy otwarte tuż obok kasyno, załatwiając tam swoje potrzeby, odnaleźliśmy się po 30 minutach, stwierdzając, że jedziemy zobaczyć miasto.

Wiedeń, Austria

Wiedeń

Widząc miejsce w mieście gdzie, parkowaliśmy rok temu, pod wpływem emocji wjechałem nieświadomie pod prąd 3 pasmowej ulicy, orientując się po chwili, kiedy widzę jak z nad przeciwka, jadą inni, szybko odbijając na chodnik, i wjeżdżając od razu w to samo miejsce parkingowe, co rok temu, to było piękne. Miejsce te będzie dobre, bo darmowe i łatwo nam będzie znaleźć samochód dokładnie jak ostatnio, Po dotarciu na rynek, przy katedrze opisywany w Slovakia-WienTrip 2010, spędzeniu paru chwil czas wrócić z powrotem, sklepy były pozamykane i było jakoś tak pusto, zupełnie inaczej niż rok temu. Niestety, mieliśmy mały problem z odnalezieniem samochodu, Chodząc po mieście 4 godzinę krążąc w kółko, w końcu dotarliśmy do auta. Znaliśmy nazwę ulicy, ale nikt z mieszkańców tam nie wiedział w ogóle gdzie znajduje się ta ulica, a na mapie, którą mieliśmy też nie była ona oznaczona. W końcu się udało! Może już Prater będzie otwarty, a raczej na pewno, więc jedziemy jeszcze raz do prateru.

Wiedeń, Austria

Prater.

Wszystko otwarte a ludzie już się świetnie bawią. Rozdzielamy się po raz kolejny i oglądamy piękne ekstremalne karuzele, patrzymy czy cos od ostatniego razu się zmieniło. Prater opisywany był również we wcześniejszych postach, więc nie ma sensu go ponownie opisywać. Zbliża się już późna godzina. Spotykamy się wszyscy we wcześniej umówionym miejscu o wcześniej ustalonej godzinie.

Wiedeń, Austria

Czas na Słowacje! Trasa nam już znana jeszcze zaledwie 350 km. To pryszcz w porównaniu z tym, co już przejechaliśmy. Liptowski Mikulasz Wita! Zakwaterowanie, znowu ten sam Hotel, ze względu na znajomości i fajne umiejscowienie, blisko centrum. Odpoczynek, piwko i spać. Na Słowacji mamy zamiar spędzić 3 noce.

Wiedeń, Austria

Park Narodowy Plitwickie Jeziora – Chorwacja. Pora wracać. #rajza 2011 #relacja

0

Niestety po cudownych dniach spędzonych w Trogirze, czas wracać, po drodze mamy do zwiedzenia, Plitwickie Jeziora – coś podobnego do parku narodowego Krka, Wiedeń i standardowo Liptowski Mikulasz. Wstaliśmy o godzinie 5, chcąc z Mariuszem pożegnać Adriatyk, wskoczyliśmy do niego po raz ostatni, to było szaleństwo, temperatura, jak to o wschodzie słońca była niska. Po kąpieli, czas się tylko spakować i ze smutkiem pożegnać Trogir. Niestety nic nie może być piękne wiecznie, a na dodatek, kobieta, która była opiekunem domku, pobrała od nas opłatę za liczne pranie 50€, a na dodatek później osądziła nas o okradnięcie widelców, co było absurdem, pomijając ten fakt czas spędzony tam był niesamowity, wręcz nie do opisania i nikt nam tego nie zabierze.

Chorwacja

Plitwickie Jeziora

Po opuszczeniu Trogiru, klimat wakacyjny malał, po paru godzinach jazdy dojechaliśmy do Plitwickich Jezior, to kolejny wspaniały park narodowy w Chorwacji. Położony 140 km od Zagrzebia, niedaleko wschodniej granicy z Bośnią i Hercegowiną, założony w 1949 roku. Jego największą atrakcją jest 16 krasowych jezior połączonych ze sobą licznymi wodospadami. Niestety na terenie parku obowiązuje całkowity zakaz kąpieli. Do wyboru jest wiele opcji zwiedzania parku, różne długości trasy, myśmy wybrali tą najkrótszą, zawierała między innymi 3 minutowy przepływ promem przez małe jeziorko na drugą stronę brzegu. Znowu Statek… Zwiedzanie zaczęło się od wjazdem busem pod niewielką górę, następnie już pieszo trzeba było zejść na dół specjalnie wyznaczoną trasę, mijając, jeziorka i wodospady.

Park Narodowy Plitwickie Jeziora, Chorwacja
Park Narodowy Plitwickie Jeziora, Chorwacja

Przejścia Graniczne.

Po 4 godzinach chodzenia, czas jechać dalej, niestety zmartwieni, bo jak wspomniałem wcześniej, Sylwia miała nieważny dowód osobisty, mamy nadzieje, że uda się, w najgorszym wypadku, pojedziemy do Zagrzebia do konsulu z prośbą o wydanie, tymczasowego paszportu. Tuż przed granicą ze Słowenia, znowu to samo strach, zadawaliśmy sobie pytanie czy uda nam się przejechać przez granice. Pierwszy Celnik, prawie zasypiał, spojrzał na samochód kazał nam jechać dalej, drugi celnik, był tak zajęty rozmową ze swoim kolega, gdy podaliśmy mu dowody rozwinięte jak karty w wachlarz, ten wziął je złożył je do jednej kupy i oddał z powrotem. No to się udało! Na Słowenii zatrzymaliśmy się by zatankować i rozprostować kości i jedziemy dalej, zmierzamy do Wiednia, 50 km przed Wiedniem po przejechanych 1000 km, od Trogiru, pora, na odpoczynek i sen.

Park Narodowy Plitwickie Jeziora, Chorwacja

Nocleg

Zatrzymaliśmy się w miejscu gdzie było wszystko, stacja benzynowa, bar i bogato wyglądający pięcio-gwiazdkowy Hotel, zdecydowaliśmy się na nocleg w samochodzie. Temperatura była już zupełnie inna, było bardzo chłodno, ja miałem potrzebę kąpieli, więc wziąłem prysznic na stacji benzynowej i idziemy spać, Już odbierało nam jedno z ulubionych słowackich stacji radiowych. Pora spać… Znowu nocowanie w samochodzie, ale to tylko jedna noc.

Trogir, Chorwacja – wieczny odpoczynek. #rajza 2011 #relacje

0

Do Trogiru zostało nam jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Zostało nam jeszcze trochę czasu, nad to jesteśmy dzień wcześniej na miejscu niż planowaliśmy, więc omijamy Trogir i jedziemy dalej autostradą do Splitu – duże, Chorwackie miasto, stolica Dalmacji środkowej, Po wjechaniu w miasto, w tłoczne wąskie ulice, zajechaliśmy do bardziej spokojniejszego miejsca. Tutaj pierwszy raz zobaczyliśmy tak liczne prawdziwe palmy, we Wenecji było ich troszkę, ale to nie to samo, tam nie było takiego klimatu jak tutaj. Wysiedliśmy z auta, prześlemy kawałek, zahaczyliśmy o FastFood, gdzie jadłem najlepsze hamburgery, naprawdę coś zupełnie innego niż u nas, mięso to było mięso, a ponadto, jajko, ogórek, pomidor i prawdziwa bułka. No dobra, czas jechać w końcu do tego Trogiru, wracamy się autostradą zaledwie 30 km, i wjeżdżamy w miasto.

Trogir, Chorwacja

Trogir i wyspa Civo.

Miasto niesamowite. Przejeżdżamy most trafiamy na malutką wyspę, gdzie usadowione jest centrum miasta. Następny most, to już jest większa wyspa Ćivo, gdzie znajduje się parę dzielnic Trogiru między innymi nasza Okrąg Górny. GPS nas prowadzi. Jedziemy, przejeżdżamy obok pola Campingowego, nagle pojawił się napis Okrąg Górny, ale to dopiero połowa trasy, to było dokładnie centrum dzielnicy, droga ciągła się wzdłuż brzegu niemal, przy samej plaży dzieliły nas tylko liczne palmy i knajpy gdzie podawano koktajle. Teraz się zaczyna dopiero trasa, wąziutko na jedno autko, między murami i domami pod górkę, Jeszcze trochę, wąsko i niebezpiecznie, pełno malutkich uliczek obok, byle by nas GPS dobrze prowadził. „Dotarłeś do Celu” – krzyczy GPS, nieźle, I co teraz? Koniec drogi, wokół pełno domków, A od ulicy wędrowały małe uliczki niemal pionowe, na sam dół, gdzie były inne domku i Adriatyk. To tutaj? Zaparkujemy, zejdziemy, zobaczymy. Gdzie stoi nasz domek? hmm, Schodzimy na dół, zastanawiając się, jak zjechać tam samochodem, a co gorsza wjechać na górę, było bardzo stromo. To tutaj? Tak nasz domek znajdował się na samym dole, na skarpie, przed samym morzem i kamienną plaża, ale taką jak by wymurowaną, było równo. Coś pięknego, domek najpiękniejszy ze wszystkich obok, widok niesamowity, dech zapierał nam w piersiach, to nie możliwe, że tutaj jesteśmy, ale niestety do domku mogliśmy wejść na drugi dzień, bo tak rezerwacje mieliśmy. Trzeba jeszcze tylko gdzieś się przespać, robiło się już ciemno, zjechaliśmy do miasta, gdzie wcześniej wiedzieliśmy pole campingowe, niestety, nie było to dla nas opłacalne, za spanie w samochodzie w bezpiecznym miejscu, zajechaliśmy na kolejną dzielnice Trogiru na wyspie Ćivo, na plaże. – Mariusz myślisz o tym samym, co ja? Tak, wskoczyliśmy do wody, było ciemno już, ale paru ludzi kapało się jeszcze woda bardzo słona, podobnie jak w Punta Sabboni, na plaży znajdował się prysznic, wykapaliśmy się pod nim, To, co śpimy tu? Na plaży? Za dużo ludzi i jakoś tutaj dziwnie jest. Postanowiliśmy, więc jechać z powrotem, gdzie znajdował się nasz domek. Spotkaliśmy grupkę Polaków, lekko pod wpływem z butelką swojskiego wina w ręce, oczywiście nas poczęstowali, porozmawialiśmy trochę o mieście. Troszkę dalej był las, wjechaliśmy autem do lasu, zamknęliśmy się w aucie i pora spać, niestety po 5 minutach zaczęła się jedna wielka duchota, otwieramy lekko okno, po kolejnych 5 minutach, zaczęły gryźć nas komary, to była najgorsza nocka w samochodzie, ciężko było zasnąć, wystraszyło nas coś ruszającego się w krzakach, ale przeżyliśmy to, po wielogodzinnej męczarni obudziliśmy się spoceni, pogryzieni przez komary około godziny 7.

Trogir, Chorwacja

Nocleg.

Zanim, zameldowaliśmy się w domku, pozwiedzaliśmy okolice, miasto, zrobiliśmy małe zakupy, a o godzinie 14 dopiero ujrzeliśmy wnętrze naszego mieszkanka, coś pięknego, 2 pokoje, duża łazienka, i salon z kuchnią, oprócz tego balkon a zaraz z niego zejście na taras z leżakami i różnego gatunku roślinkami egzotycznymi, czas się rozpakować, odpocząć w mięciutkim łóżeczku i do wody, na plaże, mieliśmy tak blisko do wody, bo zaledwie 50 km, wystraszyło zejść troszeczkę na dół. Cudownie, nareszcie tutaj jesteśmy, coś niesamowitego, jak tutaj pięknie, upalnie i spokojnie. Dotarliśmy do celu czas, odpoczywać, mamy na to 6 dni. Na Chorwacji podczas podróżowania samochodem wpadła nam w ucho jedna wakacyjna piosenka „Danza Kuduro” – uznaliśmy to za nutę tego wyjazdu.

Trogir, Chorwacja

Trogir

Planowaliśmy wypad na wyspę Brać, po dojechaniu do portu w Splicie, zrezygnowaliśmy, ze względu na ceny promu, a to ma być wycieczka, za małe pieniądze. Ze zwiedzenia Splitu też zrezygnowaliśmy ze względu, na to, że nie było gdzie pozostawić samochodu, wszystkie parkingi zajęte i bardzo tłoczno. Za to zwiedziliśmy dużo piękniejsze i mniejsze miasto, właśnie sam Trogir, Jak już wspomniałem wcześniej, miasto położone jest na wyspie, most łączy Trogir, z drugą wyspą Ćivo, co daje możliwość swobodnego przemieszczania się.

Trogir, Chorwacja

Zwiedzanie

U wejścia do portu znajduje się twierdza Kameralnego – budowla obronna, która w przeszłości chroniła mieszkańców przed napadami Turków. Architektura Trogiru zdominowana jest przez pałace, budowle sakralne i domy szlacheckie umiejscowione na Rynku starego Miasta. Trogir to labirynt wąskich i kamienistych uliczek, w których nie trudno zabłądzić. Nad głowami widać wysoko wzniesione budynki i błękitne niebo, a od czasu do czasu karmy i stragany z pamiątkami. Historia miasta zaczęła się w III w. p.n.e. gdy Grecy założyli tutaj port handlowy. Trochę później dopiero cała dalemacja została przejęta przez Słowian, a w XV w. Władze regionu objęła Wenecja, a Trogir stał się siedziba Wenecjan, do dziś czuć tam klimat architektury weneckiej, a konkretnie, romańsko-gotycki, budowle podobne do tych w Wenecji. Dziś Trogir jest jedną z większych miast, które znamy z prężnej gospodarki turystycznej, przystani morskiej i centrum kulturowego. Powracając do starego miasta, Starówka jest połączona z lądem mostem, który zapewnia łatwy dojazd do XVII-wiecznej Lądowej Bramy (Kopnena Vrata) – łuku zwieńczonego posągiem św. Jana z Trogiru, czyli Giovanniego Orsiniego. Żyjący w XII w. Biskup jest uznawany za patrona i opiekuna miasta. Brama otwiera drogę do, labiryntu wąskich ulic i brukowanych zaułków, gdzie działa mnóstwo modnych sklepów, restauracji i galerii sztuki. Po Trogirze przyjemnie się spaceruje, podziwiając detale architektoniczne zdobiące liczne dziedzińce, kościoły i pałace. W planie zwiedzania trzeba koniecznie umieścić katedrę, której budowę rozpoczęto w XIII w. Świątynię zdobi gotycka kampanila. Portal zachodni, wyrzeźbiony w 1240 r. przez mistrza Radovana, to bodaj najwspanialsze dzieło sztuki romańskiej w Chorwacji. Artysta przedstawił wielu świętych i aniołów, sceny z życia codziennego oraz pory roku ilustrowane różnymi wydarze­niami typowymi dla wsi. Na górnym łuku umieścił narodziny Chrystusa, a na kolumnach po obu stronach drzwi — Adama i Ewę stojących na dwóch lwach. Wewnątrz kryją się kolejne skar­by, w tym XIII-wieczna, ośmioboczna, kamienna ambona, drewniane stalle chóru oraz XV-wieczna kaplica św. Jana z Trogiru. W kaplicy warto zwrócić uwagę na rzeźby anio­łów i cherubinów, wnęki w kształcie muszli oraz mister­nie rzeźbiony sarkofag. Przy katedrze stoi ratusz, w którego ścianę wmurowano tablicę upamiętniającą wpisanie Trogiru na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO w 1997 r. Po drugiej stronie placu wznosi się wenecka log­gia, dawna siedziba sądu miej­skiego, ozdobiona XV-wieczną płaskorzeźbą przedstawiającą Sprawiedliwość. Jej twórcą jest Nikola Firentinac, projektant kaplicy św. Jana. Główna ulica miasta, Gradska, prowadzi do bramy Miejskiej. (Gradska Vrata) i na Rivę -przyjemną promenadę, z której rozciąga się widok na morze i wyspę Ciovo. Z promenady można sobie urzą­dzić spacer naokoło wyspy, mijając XV-wieczną twierdzę Kamerlengo. Coś pięknego trzeba to po prostu zobaczyć i ocenić samemu czy można się w każdym zakątku Chorwacji zakochać. Jeśli chodzi o ruch uliczny to wygląda to bardzo chaotycznie, samowolka. Najgorzej jak wpadniesz w korek wracając ze sklepu, gwarantowane mleko skiśnięte, a czekolada roztopiona, ze względu na wysokie temperatury tam panujące, prowadziłem cały czas na boso, może to i dziwne, ale bardzo wygodne.Oprócz zwiedzania miasta, piliśmy wino zakupione w starej kamienicy u dziadka, który sam je pędził oraz pozwoliliśmy sobie na przyrządzanie w naszej kuchni spaghetti oraz desery owocowe. Owoce były tam bardzo tanie, zwłaszcza w okresie po sezonowym. W Trogirze głownie spędzaliśmy czas na plaży, więc nie ma sensu opisywać każdego dnia po kolei. Ale mogę zagwarantować, że jedząc tam, na pewno się każdemu spodoba i każdy znajdzie coś dla siebie.

Trogir, Chorwacja
Trogir, Chorwacja