fbpx
12,9 C
Katowice
poniedziałek, 21 września, 2020

Podróże

Strona główna Podróże

Włochy – Droga na południe. #rajza 2011 #relacja

0

Droga na południe

Dopiero zaczęła się piękna i przyjemna trasa, tunele, mosty coś niesamowitego, za ostatnim tunelem granica Włoska, w zasadzie całą Austrie przejechaliśmy w 30 minut. Autostrada była bardzo wąska i wydawała się mało bezpieczna, z jednej i z drugiej strony przepaść, chroniona zardzewiałymi belkami. Tzn. Autostrada Słońca, a wokół rozciągały się piękne góry. Hmmm.. Cały czas autostradą? Bez sensu możemy skrócić sobie drogę o 100 km i jechać na skos.

Granica Austriacko-Włoska, Tyrol

Dolomity

Na początku po zjeździe z autostrady niestety się gubiliśmy, drogi pod autostradą były chaotycznie zbudowane. Ale daliśmy rade. Droga robiła się coraz węższa i coraz bardziej kręta, po drodze zahaczyliśmy o małe miasteczko i na parkingu od lidla musieliśmy się przebrać w coś lżejszego, krótkie spodenki.. Robiło się coraz cieplej. W końcu to są Włochy. Jedziemy dalej, a droga jeszcze bardziej kręta i pod górę, Góry coraz wyższe i było widać już dolomity – pasmo górskie w Północno-Wschodniej części Włoch, zakręt i zakręt łuki były niemal o 360 st. oraz nieźle pod górę, oby Cordoba wytrzymała. Coraz cieplej, skóra, aż parzyła od słońca. Czas się zatrzymać rozciągnąć i zapytać czy my w ogóle dobrze jedziemy. Nasz GPS tracił, co chwile sygnał i się gubił w tak krętych drogach, jedyne czego wiedzieliśmy że mamy jechać w kierunku najwyższego szczytu włoskich dolomitów Marmolada (3343 m n.p.m.) , osobę, którą zapytaliśmy się o drogę wskazała nam tylko gdzie się znajdujemy. Jeszcze tylko parę fotek i jedziemy dalej. Jedziemy.. Jedziemy i jedziemy. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie, włosi z prędkością 80 km/h znad przeciwka na drodze pełnej zakrętów oraz wąskiej „Jak dojazd do hasioka (z śl. śmietnika) pod moim blokiem” – stwierdził Mariusz. Dziewczyny nam już miękły na widok drogi i doprowadzało ich to do bólu żołądka i odruchu choroby lokomocyjnej. Długo jeszcze? Po 30 km jazdy pod górę Minoł nas napis „Znajdujesz się na wysokości ok. 2100m n.p.m. pod szczytem Marmolada (3343 m n.p.m.)” – przecież to tyle, co Chopok 2024m., z ziemi wystawał tylko ogromny głaz właśnie o wysokości 1 km od naszego auta (dolomit – na tym właśnie polega te pasmo górskie) Wokół pełno turystów i niesamowite auta, spotkaliśmy tam nawet gościa niczym Pułkownik Jose Arcadio Morales znanego z filmu „Kier-ów 2-óch” z cygarem w gębie i takim samym autem, dziwny widok. Mamy cały czas nadzieje, że dalej droga będzie w miarę wyrównana, nie dojż, że kręte drogi i niebezpieczne to jeszcze słonce i żar z nieba, ale niestety nadzieja matka głupich draga była taka sama tylko bez drzew i w dół widzieliśmy dokładnie z góry jak będziemy jechać, widok niesamowity, myśl, że musimy to pokonać okropna, mi osobiście się podobało, jako kierowca, ale niektórzy znieść tego nie potrafili, ale nie dziwie im się.

Włochy
Włochy, Dolomity
Włochy, Dolomity

Punta Sabboni

Po kolejnych 30 km udało się zjechać na dół, Alpy już za nami, zaczęły się tylko tunele z przejazdami pod górami i autostrada. Venezia – 60 km. Nareszcie! Jeszcze tylko kawałek, myśmy kierowali się w kierunku półwyspu Punta Sabboni, wcześniej wyczytałem, że jest tam wiele campingów,  tani parking i tramwaj wodny do samej Wenecji. Zjazd z autostrady i polne drogi obtoczone wodą wyglądało to jak trawa w Polsce po ulewie nie potrafi wchłonąć w ziemie, teren całkowicie płaski. W końcu dojechaliśmy na półwysep czas szukać noclegów.

Wenecja, Włochy

Nocleg

Zatrzymaliśmy się w pięknym miasteczku. Ludzie zupełnie inni czuli taki luz w sobie. Szukamy, pytamy, znaleźliśmy camping a dokładniej domek typu Bungalow 80 € za nocleg, a zaraz obok piękna restauracja, grała tam orkiestra pięknymi włoskimi przebojami. 100 metrów od plaży. Pierwsze, co to rozciągnąć się na wygodnym łóżku po 3 dniach spędzonych w aucie. Następny krok zobaczyć w końcu Adriatyk. Kierunek plaża…

Wenecja, Włochy

Adriatyk

Coś niesamowitego tak szerokiej, równej i czystej plaży nigdy nie widzieliśmy, może spokojne. Siedząc chwile na brzegu mówiliśmy sobie, że w tamtym kierunku mniej więcej znajduje się nasz cel i za niedługo tam będziemy – pokazując palcem w głąb Adriatyku. Stary, gdzie my jesteśmy, gdzie zawędrowaliśmy. Czas wrócić do domku, domek był malutki, ale posiadał dwa pokoje, mała kuchnie i łazienkę. To wystarczyło nam w zupełności by odpocząć. Jutro czeka nas wielki dzień – Wenecja. Jeszcze tylko do sklepu po cos do zjedzenia i piwko.

Wenecja, Włochy

Knajpa

Ale czekaj.. Jesteśmy we Włoszech, być tu a nie zjeść Włoskiej pizzy, a obok przecież jest piękna restauracja z orkiestrą. Pomysł każdemu się spodobał, czas poczuć się troszkę jak bogacz. W restauracji obsłużeni przez polkę, proponując nam najlepsza pizzę i najlepsze wino. Ok! Bierzemy! Pizza – coś niesamowitego, zupełnie coś innego niż u nas w Polsce w najlepszej Włoskiej restauracji, a winko.. mmm.. Wręcz nie do opisania – lekko słodkie i pierwszy raz spotkałem się z tym, że te wino mógłbym pić litrami – generalnie nie przepadam za winem. 25 € zapłaciliśmy za dwie duże pizzę oraz litr wina w dzbanie, do tego jeszcze dostawka – taki gratis od nich, jak by likier lodowy w kieliszku. Daliśmy 30€ – reszty nie trzeba za miła obsługę i czas iść spać. Łóżeczko, mięciutkie, całą noc z rozciągniętymi nogami. Boskooo..

Rajza 2014 Słoneczna Bułgaria i niesamowita Rumunia. #galerie

0

Zwiedzomy Stolyca! Warszawa w 3 dni. Podróż z dzieckiem. #przygotowania

0

Kiedy to było?

Warszawa – od dawna planowałem mały wypad do Stolicy Polski. W Warszawie byłem wielokrotnie, jednak nigdy nie z nastawieniem na zwiedzanie. Pierwszy raz kiedy byłem w stolicy naszego kraju, tylko przejazdem, tylko pociągiem i tylko na centralnym, nie pamiętam ile miałem lat, ale było to podczas podróży pośpiesznym Kraków-Gdańsk, kiedy z mamą udaliśmy się na wakacje, byłem jeszcze dzieciakiem. Następnie pamiętam swój samotny przejazd autobusem przez Warszawę, kiedy wracałem z prac z Krynicy Morskiej. Raz przesiadałem się z pociągu na pociąć z Katowic do Malborka.

Dłuższy pobyt w Stolicy pamiętam 7 lat temu w 2010 roku, kiedy z tatą pojechaliśmy na obchody przedpogrzebowe tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej, kiedy to rozbił się Rządowy Polski Samolot wraz z parą Prezydencką Lecha oraz Marii Kaczyńskich wraz z 94 ofiarami ważnych osób w państwie oraz załogi. Mały spacer po Warszawie, 3 godzinna msza i do domu. Wkrótce wstawię zdjęcia tylko znajdę czas.

Dla nas Polaków, kibiców ważnym rokiem był 2012 kiedy to w Polsce i na Ukrainie odbyły się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Kiedy to 8 Czerwca 2012 zagwizdał pierwszy gwizdek Mistrzostw Europy, kiedy to zremisowaliśmy z Grecją 1:1, miałem okazje być w… strefie kibica, niezwykła panująca tam atmosfera, doborowe towarzystwo mojego Taty i kumpla jednego z naszych “tripowców” Mateusza Hermana. Następnie tylko na szkolenia i wyjazdy z pracy, niestety również nie nastawieni na zwiedzanie.

No to ruszamy!

Minęło 5 lat od pierwszego gwizdka sędziego na meczu Polska-Grecja (1:1) w Warszawie, minął rok od mojego ślubu z Kingą – tak więc postanowiłem spędzić naszą pierwszą rocznice – w Warszawie – “Stolycy” naszego Kraju. Zebrałem rodzinną ekipę, Kuzyni, Kuzynki: Sylwię, Krzysia ich cudownego bobasa, Kasie oraz Michała, Świadkową na naszym ślubie Zuzie i wyruszamy 9 Czerwca 2017 na podbój Warszawy. Dodam, że prawdopodobnie może być to nasza ostatnia wycieczka w “dwójkę” (Ja i Żona)… 😉 😉 😉

Jakie plany?

Dojazd samochodem do Warszawy,  2 noclegi w pensjonacie “Willa Amfora” na Ursusie ze śniadaniem za 330 zł i samochody tym razem zostawiamy na parkingu hotelowym i będziemy testować komunikację miejską. Bilety na cały weekend od Piątku g. 19 do poniedziałku g. 8 – koszt całe 40 zł dla 5 osób, na pewno bardziej opłacalne, niż tłuc się samochodem po ulicach warszawy i płacić za parking, ciekawsze i wygodniejsze rozwiązanie. Czy aby na pewno? To się okaże w praniu.

Zwiedzanie. 

Miejsca, które planujemy odwiedzić są napewno ograniczone finansowo. Jako, że żona pracuje w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym, chcemy napewno odwiedzić Warszawskie Zoo. Następnym naszym celem będzie Pałac Kultury i Nauki, Zamek Królewski, podobno w niedziele jest wstęp bezpłatny, Stare Miasto, multimedialne fontanny, Centrum Nauki Kopernik i Muzeum Powstania Warszawskiego. W sobotę w Warszawie organizowany jest mecz piłki nożnej Polska-Rumunia (el. MŚ 2018) – myślę, że znajdziemy idealne miejsce do wypicia piwka i zobaczyć mecz.

Ogród Zoologiczny w Brnie – 2018.06

0

Zoo w Brnie, to czeskie zoo, położone w Brnie w Czechach. W 2000 roku zoo w Brnie zostało członkiem Światowego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (WZO). ZOO prowadzi hodowlę zagrożonych gatunków koordynowanych przez Europejski Program Gatunków Zagrożonych, takich jak tygrys sumatryjski, olbrzymi Hispaniolan Galliwasp, koń Przewalskiego, a także zagrożone lokalnie gatunki, takie jak czeska sowa zwana sową, płomykiem lub rzadkimi gatunkami gryzoni. europejska wiewiórka ziemna i bóbr Eurazji

Źródło : https://en.wikipedia.org/wiki/Brno_Zoo

W Czerwcu tego roku odwiedziliśmy jedno z Czeskich Zoo w Brnie oraz jego centrum. Ok. 260 km niecałe 2,5 godziny od Katowic – dojazd idealny – autostrada. Jest to jedno z ogródów zoologicznych, które na pewno warto odwiedzić, położone na górskich terenach, więc trzeba się przygotować na górski rajd. Ceny adekwatne do tych, które mamy w Polsce. Wstęp 120 CZK (ok. 20zł) dla osoby dorosłej, istnieją też ulgi dla dzieci. Możliwość płatności kartą. Na terenie znajdują się restauracje, budki z jedzeniem oraz maszynki z przekąskami za które też można płacić kartą, telefonem PayPass, więc nie ma potrzeby zabierania ze sobą gotówki, chyba, że wybieracie się w centrum miasta, które też warto zobaczyć, jednak tam płatność kartą w kebabowni, za lody może odbyć się fiaskiem.

Więcej informacji na oficjalnej stronie Czeskiego Zoo niestety tylko w języku czeskim lub angielskim : https://www.zoobrno.cz/

Tatralandia, Jaskinia Lodowa. #Rajza2008 #Relacja

0

Demianowska Dolina, Jaskinia Lodowa

Czas by się odprężyć cel : Tatralandia, ale przed tym.. Demianowska Dolina, Lodowa Jaskinia jak tam jesteśmy to czemu nie. No i znowu trafiliśmy w sedno. Jest to ponad 1000 metrowy odcinek wśród stalagmitów i stalagnatów z lodu, nagle zrobiło się tam z 5 stopni ciepła.

Jaskinia Lodowa

Tatralandia

Po wędrówce po jaskini czas w końcu się odprężyć w wodach termalnych, pozjeżdżać ze zjeżdżalni i odprężyć się w saunach. Naprawdę sauna robi tam wrażenie. Oprócz basenów, saun i masaży znajdują się tam prawie kilometrowy park linowy, dmuchańce i trampoliny dla dzieci, żywy labirynt oraz Western City – pięne miasteczko dzikiego  zachodu wraz z teatrem gdzie przedstawiano różne historie z życia tamtejszych czasów dzikiego zachodu niczym Marty McFly słynny Michael J. Fox ze znanego filmu „Back to the Futute (film poznany też dzięki mojemu ojcu). Po całym dniu na basenach czas wrócić do hotelu.

Tatralandia.
Tatralandia.
Tatralandia.

Poland Welcome To..

No niestety czas wracać, co tu dużej pisać, myślę że opisywać nie ma sensu to tylko smutek, że czas tak szybko przeminął

Zakończenie

No i tak się zaczęła historia z CrewTrip nie miałem pojęcia czy założę tego bloga ale wiedziałem jedno, że podróże, turystyka, a jeszcze bardziej wyjazdy na własną rękę samochodem to coś co mnie jara. Wszystko dzięki mojemu ojcu. Dziękuje Ci za to. Od tamtego momentu całe dnie spędzałem nad google maps gdzie by szło jeszcze umknąć na mały wypad.
Byłem tak zafascynowany tym miejscem cała Słowacja że zacząłem tam jeździć średnio co pół roku a drugi taki wypad w taką samą trasę zaplanowałem z moją dziewczyną, tylko ja jako kierowca również Seacikiem w Marcu 2011 dokładnie w taką samą trasę, była pod wrażeniem.. Resztę jak utworzyła się grupa poznacie w poście o Slovakia-WienTrip 2010. Dziękuje za uwagę!

Rajza 2011 Chorwacja Trip. #wideo

0

Pula i przejazd przez Słowenię. #razja 2011 #relacja

0

Czas, ruszyć dalej w drogę. Kierunek Pula w Chorwacji, gdzie znajduje się rzymski amfiteatr. Trochę nie było nam po drodze, ale skoro już jesteśmy tak daleko no to, czemu by nie? Wyjechaliśmy z Włoch, następnie kawałek Słowenii dosłownie 15 minut trasy i nagle przejście graniczne z Chorwacja, pierwsza kontrola. Troszkę zestresowani, bo to pierwsza nasza taka kontrola, co powiedzą na zapakowane auto bagażami, wszystko rozpakowywać, a co powiedzą na dużą ilość coca-coli waniliowej i waniliowego napoju w proszku, mało tego, ja nie miałem paszportu, a Sylwia w ogóle go nie posiadała, a na dodatek ważność jej dowodu osobistego kończył się za 4 dni – taki mały szczegół, którym nie pomyśleliśmy, Do Chorwacji ponoć można wjechać właśnie na dowody osobiste, pomimo, że nie jest u Unii Europejskiej, ale jest podpisany jakiś pakt, pozwalający na to. Co prawda łamie on prawo Unii i prawo Polskie, no, ale cóż jest jak jest. Pierwsza bramka pokazaliśmy dowody – jechać uradowani, że się udało! Ale za 500 metrów kolejna bramka, już ta Chorwacja – najwyżej się wrócimy i poszukamy jakiegoś innego przejścia granicznego w końcu się musi udać, my łatwo się nie poddamy. Kontrola – „Adin, dowód za 4 dni nie ważny, na ile wy tu będziecie?” –My tylko na dwa dni, do Puli i na Węgry. –”Można jechat” – Uradowani! Witamy w Chorwacji! Nareszcie inny świat, bez Unii Europejskiej i „Oiro”. Od razu jakoś inny klimat, jakoś inaczej się czuliśmy było już zupełnie to zupełnie coś innego. A o powrocie na nieważnym już dowodzie osobistym pomyślimy później. Autostrada się zaczęła, po prostu bajka. Po 150 km zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej i ucięliśmy sobie malutką 5 godzinna drzemkę w samochodzie.. Zostało nam tylko jakieś 20 km do Puli na Istrii – półwysep w Chorwacji.

Pula, Chorwacja

Amfiteatr, Pula.

Pobudka o godzinie czwartej, czas coś zjeść i wyruszyć dalej w drogę w zasadzie zostało nam paręnaście minut drogi do Puli, zobaczyć amfiteatr. Dotarliśmy do celu, okrążyliśmy samochodem 2 razy amfiteatr w samym centrum miasta, infrastruktura była tam strasznie chaotyczna, zresztą jak w całej Chorwacji, oprócz autostrad. W końcu się zatrzymaliśmy, jako była godzina piąta, wszystko było jeszcze pozamykane, a amfiteatr był remoncie, na ławice siedziała tylko grupa nastolatków. Wyszliśmy z auta, popatrzeliśmy sobie na zabytek z bliska porobiliśmy parę zdjęć, był pięknie oświetlony, ale nie ma sensu czekać, aż zrobi się jaśniej i więcej ludzi będzie przechodzić przez miasto, więc wyruszyliśmy dalej, tzn., w zasadzie wrócić musieliśmy około 100 km autostradą, a następnie kierunek, Trogir.

Chorwacja

Innsbruck, Austria. Kolejne miasto w Austrii na naszej mapie.

0

Innsbruck

Poranek, a raczej nad ranem, porobić parę zdjęć z okolicy, bo było niesamowicie w centrum Taurów (Pasmo Alp Wschodnich). Czas jechać dalej, kolej na Innsbruck – stolice Alpejskich Taurów – flaga tego regionu jest dokładnie taka sama jak flaga Polski. Miasteczko cudowne, siedząc na ławce w samym centrum widzimy na tle wysokie, cudowne szczytu Alp. Innsbruck zobaczyliśmy powierzchownie dla nas ważne jest to by tylko tam być. W Innsbrucku można również odwiedzić skocznie narciarską, trzeba było tylko autkiem pod górę wjechać i tam był płatny parking, stamtąd było widać piękną panoramę Innsbrucka, na tle wspomniane Taury. Wstęp na skocznie niestety płatny, my stwierdziliśmy, że już mamy jedną zaliczoną w Garmisch, więc nie ma sensu znowu wspinać się na kolejną, ważne, że byliśmy, zobaczyliśmy, fotki zrobione – to jedziemy dalej, nie potrafiliśmy się doczekać cieplejszego klimatu i czegoś zupełnie innego no i oczywiście nowego państwa.  Pomimo 30 km pomiędzy Garmisch a Innsbruckiem, różnica temperatur była niemal kolosalna, w Austrii już mogliśmy pozwolić sobie na krótki rękawek bez wahania. Ok czas w drogę na południe.

Innsbruck, Austria
Innsbruck, Austria
Innsbruck, Austria

Trogir, Chorwacja – wieczny odpoczynek. #rajza 2011 #relacje

0

Do Trogiru zostało nam jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Zostało nam jeszcze trochę czasu, nad to jesteśmy dzień wcześniej na miejscu niż planowaliśmy, więc omijamy Trogir i jedziemy dalej autostradą do Splitu – duże, Chorwackie miasto, stolica Dalmacji środkowej, Po wjechaniu w miasto, w tłoczne wąskie ulice, zajechaliśmy do bardziej spokojniejszego miejsca. Tutaj pierwszy raz zobaczyliśmy tak liczne prawdziwe palmy, we Wenecji było ich troszkę, ale to nie to samo, tam nie było takiego klimatu jak tutaj. Wysiedliśmy z auta, prześlemy kawałek, zahaczyliśmy o FastFood, gdzie jadłem najlepsze hamburgery, naprawdę coś zupełnie innego niż u nas, mięso to było mięso, a ponadto, jajko, ogórek, pomidor i prawdziwa bułka. No dobra, czas jechać w końcu do tego Trogiru, wracamy się autostradą zaledwie 30 km, i wjeżdżamy w miasto.

Trogir, Chorwacja

Trogir i wyspa Civo.

Miasto niesamowite. Przejeżdżamy most trafiamy na malutką wyspę, gdzie usadowione jest centrum miasta. Następny most, to już jest większa wyspa Ćivo, gdzie znajduje się parę dzielnic Trogiru między innymi nasza Okrąg Górny. GPS nas prowadzi. Jedziemy, przejeżdżamy obok pola Campingowego, nagle pojawił się napis Okrąg Górny, ale to dopiero połowa trasy, to było dokładnie centrum dzielnicy, droga ciągła się wzdłuż brzegu niemal, przy samej plaży dzieliły nas tylko liczne palmy i knajpy gdzie podawano koktajle. Teraz się zaczyna dopiero trasa, wąziutko na jedno autko, między murami i domami pod górkę, Jeszcze trochę, wąsko i niebezpiecznie, pełno malutkich uliczek obok, byle by nas GPS dobrze prowadził. „Dotarłeś do Celu” – krzyczy GPS, nieźle, I co teraz? Koniec drogi, wokół pełno domków, A od ulicy wędrowały małe uliczki niemal pionowe, na sam dół, gdzie były inne domku i Adriatyk. To tutaj? Zaparkujemy, zejdziemy, zobaczymy. Gdzie stoi nasz domek? hmm, Schodzimy na dół, zastanawiając się, jak zjechać tam samochodem, a co gorsza wjechać na górę, było bardzo stromo. To tutaj? Tak nasz domek znajdował się na samym dole, na skarpie, przed samym morzem i kamienną plaża, ale taką jak by wymurowaną, było równo. Coś pięknego, domek najpiękniejszy ze wszystkich obok, widok niesamowity, dech zapierał nam w piersiach, to nie możliwe, że tutaj jesteśmy, ale niestety do domku mogliśmy wejść na drugi dzień, bo tak rezerwacje mieliśmy. Trzeba jeszcze tylko gdzieś się przespać, robiło się już ciemno, zjechaliśmy do miasta, gdzie wcześniej wiedzieliśmy pole campingowe, niestety, nie było to dla nas opłacalne, za spanie w samochodzie w bezpiecznym miejscu, zajechaliśmy na kolejną dzielnice Trogiru na wyspie Ćivo, na plaże. – Mariusz myślisz o tym samym, co ja? Tak, wskoczyliśmy do wody, było ciemno już, ale paru ludzi kapało się jeszcze woda bardzo słona, podobnie jak w Punta Sabboni, na plaży znajdował się prysznic, wykapaliśmy się pod nim, To, co śpimy tu? Na plaży? Za dużo ludzi i jakoś tutaj dziwnie jest. Postanowiliśmy, więc jechać z powrotem, gdzie znajdował się nasz domek. Spotkaliśmy grupkę Polaków, lekko pod wpływem z butelką swojskiego wina w ręce, oczywiście nas poczęstowali, porozmawialiśmy trochę o mieście. Troszkę dalej był las, wjechaliśmy autem do lasu, zamknęliśmy się w aucie i pora spać, niestety po 5 minutach zaczęła się jedna wielka duchota, otwieramy lekko okno, po kolejnych 5 minutach, zaczęły gryźć nas komary, to była najgorsza nocka w samochodzie, ciężko było zasnąć, wystraszyło nas coś ruszającego się w krzakach, ale przeżyliśmy to, po wielogodzinnej męczarni obudziliśmy się spoceni, pogryzieni przez komary około godziny 7.

Trogir, Chorwacja

Nocleg.

Zanim, zameldowaliśmy się w domku, pozwiedzaliśmy okolice, miasto, zrobiliśmy małe zakupy, a o godzinie 14 dopiero ujrzeliśmy wnętrze naszego mieszkanka, coś pięknego, 2 pokoje, duża łazienka, i salon z kuchnią, oprócz tego balkon a zaraz z niego zejście na taras z leżakami i różnego gatunku roślinkami egzotycznymi, czas się rozpakować, odpocząć w mięciutkim łóżeczku i do wody, na plaże, mieliśmy tak blisko do wody, bo zaledwie 50 km, wystraszyło zejść troszeczkę na dół. Cudownie, nareszcie tutaj jesteśmy, coś niesamowitego, jak tutaj pięknie, upalnie i spokojnie. Dotarliśmy do celu czas, odpoczywać, mamy na to 6 dni. Na Chorwacji podczas podróżowania samochodem wpadła nam w ucho jedna wakacyjna piosenka „Danza Kuduro” – uznaliśmy to za nutę tego wyjazdu.

Trogir, Chorwacja

Trogir

Planowaliśmy wypad na wyspę Brać, po dojechaniu do portu w Splicie, zrezygnowaliśmy, ze względu na ceny promu, a to ma być wycieczka, za małe pieniądze. Ze zwiedzenia Splitu też zrezygnowaliśmy ze względu, na to, że nie było gdzie pozostawić samochodu, wszystkie parkingi zajęte i bardzo tłoczno. Za to zwiedziliśmy dużo piękniejsze i mniejsze miasto, właśnie sam Trogir, Jak już wspomniałem wcześniej, miasto położone jest na wyspie, most łączy Trogir, z drugą wyspą Ćivo, co daje możliwość swobodnego przemieszczania się.

Trogir, Chorwacja

Zwiedzanie

U wejścia do portu znajduje się twierdza Kameralnego – budowla obronna, która w przeszłości chroniła mieszkańców przed napadami Turków. Architektura Trogiru zdominowana jest przez pałace, budowle sakralne i domy szlacheckie umiejscowione na Rynku starego Miasta. Trogir to labirynt wąskich i kamienistych uliczek, w których nie trudno zabłądzić. Nad głowami widać wysoko wzniesione budynki i błękitne niebo, a od czasu do czasu karmy i stragany z pamiątkami. Historia miasta zaczęła się w III w. p.n.e. gdy Grecy założyli tutaj port handlowy. Trochę później dopiero cała dalemacja została przejęta przez Słowian, a w XV w. Władze regionu objęła Wenecja, a Trogir stał się siedziba Wenecjan, do dziś czuć tam klimat architektury weneckiej, a konkretnie, romańsko-gotycki, budowle podobne do tych w Wenecji. Dziś Trogir jest jedną z większych miast, które znamy z prężnej gospodarki turystycznej, przystani morskiej i centrum kulturowego. Powracając do starego miasta, Starówka jest połączona z lądem mostem, który zapewnia łatwy dojazd do XVII-wiecznej Lądowej Bramy (Kopnena Vrata) – łuku zwieńczonego posągiem św. Jana z Trogiru, czyli Giovanniego Orsiniego. Żyjący w XII w. Biskup jest uznawany za patrona i opiekuna miasta. Brama otwiera drogę do, labiryntu wąskich ulic i brukowanych zaułków, gdzie działa mnóstwo modnych sklepów, restauracji i galerii sztuki. Po Trogirze przyjemnie się spaceruje, podziwiając detale architektoniczne zdobiące liczne dziedzińce, kościoły i pałace. W planie zwiedzania trzeba koniecznie umieścić katedrę, której budowę rozpoczęto w XIII w. Świątynię zdobi gotycka kampanila. Portal zachodni, wyrzeźbiony w 1240 r. przez mistrza Radovana, to bodaj najwspanialsze dzieło sztuki romańskiej w Chorwacji. Artysta przedstawił wielu świętych i aniołów, sceny z życia codziennego oraz pory roku ilustrowane różnymi wydarze­niami typowymi dla wsi. Na górnym łuku umieścił narodziny Chrystusa, a na kolumnach po obu stronach drzwi — Adama i Ewę stojących na dwóch lwach. Wewnątrz kryją się kolejne skar­by, w tym XIII-wieczna, ośmioboczna, kamienna ambona, drewniane stalle chóru oraz XV-wieczna kaplica św. Jana z Trogiru. W kaplicy warto zwrócić uwagę na rzeźby anio­łów i cherubinów, wnęki w kształcie muszli oraz mister­nie rzeźbiony sarkofag. Przy katedrze stoi ratusz, w którego ścianę wmurowano tablicę upamiętniającą wpisanie Trogiru na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO w 1997 r. Po drugiej stronie placu wznosi się wenecka log­gia, dawna siedziba sądu miej­skiego, ozdobiona XV-wieczną płaskorzeźbą przedstawiającą Sprawiedliwość. Jej twórcą jest Nikola Firentinac, projektant kaplicy św. Jana. Główna ulica miasta, Gradska, prowadzi do bramy Miejskiej. (Gradska Vrata) i na Rivę -przyjemną promenadę, z której rozciąga się widok na morze i wyspę Ciovo. Z promenady można sobie urzą­dzić spacer naokoło wyspy, mijając XV-wieczną twierdzę Kamerlengo. Coś pięknego trzeba to po prostu zobaczyć i ocenić samemu czy można się w każdym zakątku Chorwacji zakochać. Jeśli chodzi o ruch uliczny to wygląda to bardzo chaotycznie, samowolka. Najgorzej jak wpadniesz w korek wracając ze sklepu, gwarantowane mleko skiśnięte, a czekolada roztopiona, ze względu na wysokie temperatury tam panujące, prowadziłem cały czas na boso, może to i dziwne, ale bardzo wygodne.Oprócz zwiedzania miasta, piliśmy wino zakupione w starej kamienicy u dziadka, który sam je pędził oraz pozwoliliśmy sobie na przyrządzanie w naszej kuchni spaghetti oraz desery owocowe. Owoce były tam bardzo tanie, zwłaszcza w okresie po sezonowym. W Trogirze głownie spędzaliśmy czas na plaży, więc nie ma sensu opisywać każdego dnia po kolei. Ale mogę zagwarantować, że jedząc tam, na pewno się każdemu spodoba i każdy znajdzie coś dla siebie.

Trogir, Chorwacja
Trogir, Chorwacja

Demianowska Dolina. #Rajza 2008 #Relacja

0
Demianowska Jaskinia Lodowa
Demianowska Jaskinia Lodowa

Ranek pora wstać!

Trzeba iść na miasto, do sklepu, zjeść coś. W pobliży centrum miasta znajdziemy sklepy jak Tesco, Hipernova, Kaufland czy Billa – najbliżej od centrum znajduje się jednak Hipernova, zaraz na parkingu spotkaliśmy znajomego od taty wraz z jego dziećmi.

Słowacja

Demanowska Dolina

Wybraliśmy sie razem podziwiać Słowackie piękno tego regionu. Cel : Zobaczyć jak wygląda Demianowska Dolina .. Poprostu coś pięknego.. Wjeżdża się pomiędzy górami w dolinie droga jest wąska i cały czas pod górę po drodze spotykamy, parkingi, hotele, pensjonaty, wyciągi i stoki narciarskie oraz jaskinie. Park Demianowska Dolina słynie z wielu pięknych jaskiń dostępnych dla zwiedzających oraz takie które po prostu nie ma możliwości tam dotrzeć dla zwykłych turystów.

Szczyt Chopok
Demioanowska Dolina

Jaskinie

Najsłynniejsze jaskinie to Lodova Jaskinia i Jaskinia Slobody (Wolności). Jeździliśmy autem po całej dolinie zobaczyliśmy ile co i jak. Jeśli chodzi o jaskinie to maja określone godziny otwarcia oraz wyznaczone specjalne godziny wejść. W sezonie tj. Lipiec, Sierpień jest nawet Polski przewodnik. Po godzinie 15 nie mamy czego tam szukać. Szybko ciemno się robi.

Jaskinia Lodowa
Jaskinia Lodowa
Jaskinia Lodowa
Jaskinia Lodowa

A wieczorem..

Po powrocie czas na odpoczynek i nadchodzi wieczór czas wyjść na miasto i podziwiać widoki świecącej fontanny, pooglądać filmy w kinie na otwartym powietrzu wspominanym juz wcześniej. Rodzice poszli do knajpy a „dzieci”… Czyli my szwendaliśmy się do późnych godzin wieczornym po mieście w pełni bezpiecznie.. Czas iść spać..